Właściciel warszawskiego sklepu z artykułami kolekcjonerskimi Paweł Kośmider uważa, że w Polsce dochodzi obecnie do bezprawia. -"Zostałem zaatakowany we własnym sklepie. Użyto wobec mnie przemocy fizycznej, zostały mi zabrane klucze od sklepu. To jest totalnie bezprawne. Zostały mi wyrwane siłą. Sklepy są zamykane bezprawnie ponieważ szukają mieszanki o nazwie tajfun. My nie mamy nic podobnego. My mamy kadzidełka aromatyczne, nawozy do kwiatów ozdobne i sole do kąpieli. Nie mamy nic co jest nielegalne" - zarzeka się Kośmider.
Właściciele sklepów z artykułami kolekcjonerskimi zapowiadają, że będą pozywać do sądu państwo za łamanie prawa. - " To jest bezprawie. Albo mamy prawo, albo go nie mamy. Nie ma nic na granicy prawa. Będziemy pozywać do sądu. To jest jedyna droga na jakiej jesteśmy w stanie walczyć, bo nie jesteśmy w stanie walczyć fizycznie. Wystarczy, że policja działa bezprawnie. My staramy się działać zgodnie z prawem. Płacimy podatki, co za tym idzie cała nasza działalność jest skupiona na tym, żeby to było wszystko legalne i dopięte na ostatni guzik. Niestety Polska, uniemożliwia nam godne prowadzenie takiego przedsiębiorstwa" - skarży się Kośmider.
Właściciel sklepu z artykułami kolekcjonerskimi podkreśla, że żadne z artykułów sprzedawanych w jego sklepie nie nadaje się do spożycia. -"To nie są artykuły do spożycia przez ludzi. Są to artykuły typowo kolekcjonerskie i ewentualnie kadzidełka. Żadne z naszych artykułów nie nadaje się do spożycia. Osoba, która by to spożyła to tak jakby kupiła sobie trutkę na szczury i ją zjadła. Dla mnie to jest idiota" - zarzeka się sprzedawca.
Rząd wydał zdecydowaną walkę z tak zwanymi dopalaczami. Posłowie debatują właśnie nad projektem ustawy, który zakaże handlu dopalaczami. Na razie wszystkie sklepy zostały zamknięte pod pretekstem kontroli sanepidu.

























































