2008-07-22 05:54 Źródło: Własny Biznes FRANCHISING
Mały sklep daje zysk
Polscy konsumenci, którzy z roku na rok wydają coraz więcej na zakupy,
najbardziej lubią je robić w małych sklepach osiedlowych.
Na ten segment rynku zaczęły więc spoglądać łakomym okiem duże sieci
handlowe. Szykuje się zacięta rywalizacja o klientów, wpływy i zyski.
Pomimo że w kraju działa kilka dużych zagranicznych sieci hipermarketów, które nie narzekają na brak klientów, to według badań Polacy i tak chętniej wybierają się na zakupy do małego sklepu spożywczego blisko swojego domu. Według firmy PMR wartość handlu spożywczego w kraju w roku 2007 wyniosła 220 mld zł i była większa o 14 proc. niż w roku poprzednim. Analitycy szacują, że bieżący rok przyniesie wzrost o kolejne 10 mld zł. Co ciekawe, największy udział w tej kwocie przypada na małe sklepy i wynosi 72,3 proc. obrotów. W Polsce działa kilka dużych sieci skupiających takie placówki oraz mnóstwo punktów prowadzonych najczęściej przez rodziny. Do potentatów na rynku zalicza się Żabka z prawie dwoma tysiącami placówek oraz franczyzowe sieci Groszek, Euro Sklep, Lewiatan, czyli sklepy grupy Emperia Holding, których jest 1,6 tys. Kolejna duża sieć to ABC, a do wejścia w ten segment szykują się zagraniczni potentaci: Carrefour z siecią 5 Minut, Tesco z Tesco Express i Kolporter, który ma już kilka punktów pod szyldem Meta.
Co przyciąga do małego spożywczego?
Polacy lubią robić zakupy w małych sklepach. Wolą zapłacić ciut więcej, niż tracić czas w kolejkach do kas w hipermarketach. Liczy się też bezpośredni kontakt ze sprzedawcą, który poleci asortyment. Potwierdzają to Andrzej Leszyński i Sławomir Namieciński, którzy prowadzą mały spożywczak na jednym z łódzkich osiedli.
– Najbliższy duży sklep jest oddalony o kilka przystanków autobusowych – opowiadają. – Klientom nie zawsze opłaca się kupować bilet czy wsiadać do samochodu i jechać po zakupy. Tym bardziej że będą musieli stać w kolejkach. A przecież najpotrzebniejsze artykuły: pieczywo, nabiał, warzywa i owoce mogą kupić blisko domu.
Dodatkowy atut małych sklepów to wciąż rosnący asortyment towarów. Właściciel sklepu na warszawskiej Woli, Grzegorz Stelmaszczyk, uważa, że mały sklep, aby zyskał stałe i liczne grono klientów, powinien być dobrze: czytaj bogato zaopatrzony.
– Najlepiej jest mieć wybór w każdym rodzaju towarów – mówi. – Na pewno nie może zabraknąć napoi, bo latem to siła napędowa sklepu. Warto mieć nabiał, wędliny, pieczywo, gazety. Nie zaszkodzi trochę warzyw, chemii. Jednak najwięcej można zarobić na piwie i mocniejszym alkoholu oraz papierosach.
Tę opinię potwierdza także Jacek Roszyk, prezes zarządu sieci Żabka. – Aktualnie oferujemy naszym klientom 2,5 tys. artykułów najlepszych marek – informuje. – Dodatkowo zapewniamy wiele usług, jak np. opłacenie drobnych rachunków, doładowanie telefonu komórkowego, a rozważamy też wprowadzenie usługi cashback, czyli możliwości wypłaty gotówki przy okazji dokonywania zakupów.
Marek Wesołowski, członek zarządu Emperia Holding, dodaje, że małe sklepy osiedlowe powinny mieć w ofercie produkty, po które klienci sięgają, robiąc codzienne zakupy. Dodatkowo dbać trzeba o dobrą i sympatyczną obsługę, przystępne ceny i promocje.
– Niezwykle ważne jest także reagowanie na preferencje klienta, choćby zmieniające się zapotrzebowanie na towary z jakiejś konkretnej grupy asortymentowej oraz usługi, np. opłatę rachunków w sklepie – dodaje Marek Wesołowski.
Mały sklep, samodzielna praca
To, co dla klienta jest zaletą, np. obsługa przez właściciela, dla prowadzących małe sklepy czasami staje się sporym wyzwaniem. Przedsiębiorcy muszą dłużej pracować, bo najczęściej sami obsługują klientów, sami robią zaopatrzenie. Nierzadko zdarza się też, że rozliczają faktury czy ZUS. Spełnianie oczekiwań klientów wiąże się także z długim otwarciem sklepu.
– W firmie jeden z nas jest już około szóstej rano. Trzeba przygotować się do otwarcia. W ciągu dnia musimy jeszcze zrobić zaopatrzenie – opowiada Sławomir Namieciński. – Często sami także załatwiamy bieżące sprawy firmy: wizyty w ZUS, spotkania z księgowym. W pracy jesteśmy od poniedziałku do piątku niemalże do ok. 21. Pracujemy, choć trochę krócej, także w soboty.
Sklep Grzegorza Stelmaszczyka czynny jest od poniedziałku do soboty. W dni powszednie od godz. 6 do 20, a w soboty od 7 do 16. Jak przyznaje przedsiębiorca, kosztuje go to wiele zdrowia i wymaga sporych wyrzeczeń. Codziennie trzeba bowiem być na nogach już o godz. 5.30, a do domu przedsiębiorca wraca dopiero ok. godz. 21.
Wyzwaniem dla rodzimych przedsiębiorców jest też duża konkurencja ze strony hipermarketów. Stelmaszczyk opowiada, że jego sklep jest położony blisko dużego warszawskiego centrum handlowego. Tuż po otwarciu centrum stracił wielu klientów.
Łódzcy sklepikarze także mówią o konkurencji, ale głównie ze strony innych małych sklepów, których w pobliżu nie brakuje. Dodają, że w ciągu dwóch lat przybyło na osiedlu kilka podobnych do ich sklepików. Dlatego muszą stale konkurować ceną, mieć zawsze świeży i dobrej jakości towar.
Wygoda coraz ważniejsza
Wszystko dla klienta, tak by mógł zrobić zakupy blisko domu, wygodnie i przy okazji załatwić bieżące sprawy, np. zapłacić rachunki – działanie w myśl tej zasady doprowadziło do powstania segmentu sklepów zwanych z angielska „convenience“, co oznacza wygodny. Pierwowzór takich sklepów powstał w USA. W Stanach potentatem jest sieć „7 – Eleven“ – to ona wyznaczyła standard usług, jakie winien oferować sklep convenience. Obok artykułów pierwszej potrzeby: pieczywa, mleka, napojów, znaleźć się w nim musi oferta gastronomiczna, np. szybkie przekąski, które można odgrzać w mikrofalówce znajdującej się w sklepie. W sprzedaży powinny być również artykuły impulsowe: słodycze, alkohol, papierosy. Dodatkowo, w zależności od potrzeb klientów, w sklepach convenience znajdują się m.in. automaty do gry, aparat telefoniczny, punkt do wywoływania zdjęć, punkty gier losowych, ksero, usługi pocztowe. Sklepy convenience wyróżniają też długie godziny otwarcia: najczęściej od godz. 7 do 23. Sieci tego typu najsilniej rozwinięte są w USA, a także w wielu krajach azjatyckich, m.in. w Japonii, na Tajwanie. We Francji tego typu sklepy przejęły ok. 25 proc. rynku detalicznego. Sklepy „wygodne” powstają zazwyczaj w centrach miast, np. obok biur, szkół oraz w pobliżu domów mieszkalnych.
Czy w Polsce już są takie sklepy, czy też dopiero powstają, a może istniejące już małe spożywczaki wypełniają ich zadanie? Zdania na ten temat są podzielone. Według wielu rynek convenience dopiero nad Wisłą powstaje. Inni twierdzą, że są już sklepy spełniające wymagania formatu. – Wpisuje się w niego nasza Żabka – zapewnia Jacek Roszyk, prezes zarządu Żabki. – Format wymaga, by były to sklepy małe, dobrze zlokalizowane, nastawione na podręczne, szybkie i wygodne zakupy. Jak na razie, na polskim rynku poza naszą siecią trudno mówić o rynku convenience, bo znajduje się on dopiero we wstępnej fazie rozwoju i przez najbliższe lata będzie się dynamicznie zmieniać.
Prezes Roszyk dodaje, że poza dużym wyborem produktów, trzeba oferować klientom wiele dodatkowych usług, np. możliwość opłacania drobnych rachunków, doładowanie telefonu komórkowego czy realizację zakładów lotto. Najprawdopodobniej w ciągu najbliższych kilku lat w Polsce powstaną sieci sklepów typu convenience i być może zdominują rynek. Wszystko za sprawą szybko zmieniających się upodobań klientów. Polacy, podobnie jak społeczeństwa zachodnie, będą mieć coraz mniej czasu. Trend do robienia zakupów blisko domu czy pracy, załatwiania dodatkowych usług w jednym miejscu będzie więc silniejszy. Istniejące już sieci mają więc duże pole do popisu, bo zapotrzebowanie na wygodę w robieniu zakupów na pewno będzie wzrastać.
Duże też chcą być małe
Na razie gra toczy się o rynek małych sklepów osiedlowych. Mimo że jest ich bardzo wiele, tylko nieliczne działają w ramach jakiejś sieci. Najczęściej są to sklepy prowadzone przez rodzinę.
– Rynek stale się rozwija i według prognoz ta tendencja na pewno się utrzyma. Tkwi w nim ogromny potencjał, bo wielu Polaków chce robić zakupy blisko domu, sprawnie i w przyjemnej atmosferze – uważa Marek Wesołowski z Emperii.
Nic więc dziwnego, że w ten segment rynku chcą inwestować duże koncerny zagraniczne, które do tej pory rozwijały hipermarkety. Rozpoczęły już tworzenie własnych sieci małych sklepów osiedlowych.
– To naturalna konsekwencja rozwoju naszej firmy w Polsce – mówi Przemysław Skory, rzecznik prasowy Tesco Polska. – Tesco rozwija się na Zachodzie na trzy sposoby: tworząc hipermarkety, duże i małe sklepy. Te ostatnie będziemy tworzyć w Polsce, bo nadeszła na to odpowiednia pora. O rynku sklepów osiedlowych pomyślał także potentat dystrybucji prasy – Kolporter. Giełdowa firma z Kielc uruchomiła już 11 sklepów pod szyldem Meta. Mają od 50 do 100 m2 powierzchni i – obok artykułów codziennego użytku – oferują szeroki wybór alkoholi. O własnej sieci myślał także Ruch, który chciał kupić Żabkę. Do grona właścicieli małych sklepów dołączył inny dystrybutor prasy – HDS, który uruchomił sklepy pod nazwą 1 Minute. Własną sieć tworzy także Carrefour. Pod szyldem 5 minut tylko w tym roku powstać ma od 20 do 40 sklepów.
Czy o wejściu w segment małych sklepów decyduje tylko potencjał drzemiący w rynku i wizja sporych zysków? A może są jeszcze jakieś inne powody?
– Tendencja do otwierania małych sklepów spożywczych będzie się nasilała ze względu na wprowadzoną w ubiegłym roku ustawę o wielkopowierzchniowych obiektach handlowych – uważa Jacek Roszyk z Żabki. – To dlatego wielkie sieci decydują się na wprowadzanie małych formatów.
Ustawa o tworzeniu i działaniu wielkopowierzchniowych obiektów handlowych została przyjęta w 2007 roku. Uniemożliwia ona budowę sklepów o powierzchni przekraczającej 400 m2. Tym samym od ubiegłego roku w Polsce nie może powstać żaden nowy hipermarket, chyba że zgoda na jego budowę została wydana przed wejściem w życie ustawy.
– Duże sieci zauważyły, że Polacy lubią robić zakupy w małych sklepach. Ustawa o WOH na pewno miała też wpływ na decyzje sieci i zapewne je przyspieszyła – mówi Marek Wesołowski.
Spostrzeżenia prezesów Żabki i Emperii potwierdza Przemysław Skory z Tesco. – Obecnie nie ma już możliwości tworzenia dużych sklepów, nasze działania ograniczają się do budowy punktów w tych miejscach, na które wcześniej uzyskaliśmy pozwolenia na budowę. Dlatego inwestujemy w sklepy o mniejszych powierzchniach – mówi rzecznik Tesco.
Co to będzie, co to będzie?
Niezrzeszonych małych sklepów jest w Polsce tysiące. Obok nich działa też kilka sieci skupiających od kilkuset do prawie 2 tys. sklepów. – Polski handel detaliczny jest wciąż bardzo rozdrobniony – mówi Marek Wesołowski, członek zarządu Emperii. – Jego przyszłość to konsolidacja, bo tylko duże, sprawnie działające podmioty będą w stanie przeciwstawić się konkurencji, zapewniając jednocześnie swoim klientom atrakcyjne warunki handlowe. Najsilniej walkę ze sklepami tworzonymi przez hipermarkety odczują rodzime sklepiki.
Trud walki o klienta może złagodzić wejście w struktury jednej z dużych sieci. Zachętą do podejmowania takich decyzji ma być np. opieka koordynatora nad sklepem, dostęp do specjalistów, szkolenia, marketing. Takie korzyści może dawać przystąpienie do sieci franczyzowej, których w Polsce jest już kilka: Groszek, Milea, czy ajencyjnej Żabki.
Przedsiębiorcy i sieci działające na rynku nie obawiają się nachodzącej konkurencji. Podkreślają, że działają na rynku już od wielu lat, znają swoich klientów i wiedzą, jakie mają potrzeby, a hipermarkety dopiero badają rynek i będą musiały się wiele nauczyć.
– Rynek jest duży, rodzi się jednak pytanie, czy zagraniczne sieci sobie w tym segmencie poradzą – zastanawia się Jacek Roszyk, prezes Żabki. – Wyzwaniem jest choćby zdobycie dogodnych lokalizacji, o które coraz trudniej, poznanie warunków panujących na tym rynku. Konkurencja na pewno się jeszcze zwiększy i wpłynie na sytuację w tym segmencie. Jednak z ocenami trzeba będzie poczekać do czasu, kiedy sklepy zaczną powstawać i poznamy ich formułę, asortyment, lokalizacje.
Marek Wesołowski dodaje, że choć zainteresowanie międzynarodowych sieci małymi formatami wydaje się być zagrożeniem, to analiza modeli funkcjonowania rynków FMCG w krajach Europy Zachodniej pokazuje, że udział handlu tradycyjnego w dalszym ciągu pozostaje istotny. – Przetrwają tylko najlepsi – podsumowuje przedstawiciel Emperii.
Wygodne będą wszędzie?
Rynek handlu detalicznego w Polsce stale rośnie. Na tak perspektywiczny rynek szeroką ławą wchodzą zagraniczne koncerny i wkrótce staną się dużą konkurencją zarówno dla rodzimego handlu, jak i dla obecnie istniejących sieci skupiających małe sklepy.
Jak więc wyglądać będzie przyszłość małych sklepów? Wiele zapewne nie sprosta konkurencji i zostanie zlikwidowanych. Inne staną się częścią polskich sieci lub zostaną wchłonięte przez koncerny zagraniczne. Najlepsze rodzime placówki przetrwają, bo będą mieć swoich wiernych klientów.
Można jednak pokusić się o tezę, że chyba większość konwencjonalnych małych sklepów osiedlowych będzie ewoluowała w stronę amerykańskiego modelu sklepu convenience, gdzie obok zakupów będzie można załatwić wiele spraw: podgrzać posiłek, napić się kawy, skserować dokumenty czy wysłać kupon loterii pieniężnej.
Michał Bogurat (miesięcznik Własny Biznes FRANCHISING)
REKLAMA
Pomimo że w kraju działa kilka dużych zagranicznych sieci hipermarketów, które nie narzekają na brak klientów, to według badań Polacy i tak chętniej wybierają się na zakupy do małego sklepu spożywczego blisko swojego domu. Według firmy PMR wartość handlu spożywczego w kraju w roku 2007 wyniosła 220 mld zł i była większa o 14 proc. niż w roku poprzednim. Analitycy szacują, że bieżący rok przyniesie wzrost o kolejne 10 mld zł. Co ciekawe, największy udział w tej kwocie przypada na małe sklepy i wynosi 72,3 proc. obrotów. W Polsce działa kilka dużych sieci skupiających takie placówki oraz mnóstwo punktów prowadzonych najczęściej przez rodziny. Do potentatów na rynku zalicza się Żabka z prawie dwoma tysiącami placówek oraz franczyzowe sieci Groszek, Euro Sklep, Lewiatan, czyli sklepy grupy Emperia Holding, których jest 1,6 tys. Kolejna duża sieć to ABC, a do wejścia w ten segment szykują się zagraniczni potentaci: Carrefour z siecią 5 Minut, Tesco z Tesco Express i Kolporter, który ma już kilka punktów pod szyldem Meta.
Co przyciąga do małego spożywczego?
Polacy lubią robić zakupy w małych sklepach. Wolą zapłacić ciut więcej, niż tracić czas w kolejkach do kas w hipermarketach. Liczy się też bezpośredni kontakt ze sprzedawcą, który poleci asortyment. Potwierdzają to Andrzej Leszyński i Sławomir Namieciński, którzy prowadzą mały spożywczak na jednym z łódzkich osiedli.
– Najbliższy duży sklep jest oddalony o kilka przystanków autobusowych – opowiadają. – Klientom nie zawsze opłaca się kupować bilet czy wsiadać do samochodu i jechać po zakupy. Tym bardziej że będą musieli stać w kolejkach. A przecież najpotrzebniejsze artykuły: pieczywo, nabiał, warzywa i owoce mogą kupić blisko domu.
Dodatkowy atut małych sklepów to wciąż rosnący asortyment towarów. Właściciel sklepu na warszawskiej Woli, Grzegorz Stelmaszczyk, uważa, że mały sklep, aby zyskał stałe i liczne grono klientów, powinien być dobrze: czytaj bogato zaopatrzony.
– Najlepiej jest mieć wybór w każdym rodzaju towarów – mówi. – Na pewno nie może zabraknąć napoi, bo latem to siła napędowa sklepu. Warto mieć nabiał, wędliny, pieczywo, gazety. Nie zaszkodzi trochę warzyw, chemii. Jednak najwięcej można zarobić na piwie i mocniejszym alkoholu oraz papierosach.
Tę opinię potwierdza także Jacek Roszyk, prezes zarządu sieci Żabka. – Aktualnie oferujemy naszym klientom 2,5 tys. artykułów najlepszych marek – informuje. – Dodatkowo zapewniamy wiele usług, jak np. opłacenie drobnych rachunków, doładowanie telefonu komórkowego, a rozważamy też wprowadzenie usługi cashback, czyli możliwości wypłaty gotówki przy okazji dokonywania zakupów.
Marek Wesołowski, członek zarządu Emperia Holding, dodaje, że małe sklepy osiedlowe powinny mieć w ofercie produkty, po które klienci sięgają, robiąc codzienne zakupy. Dodatkowo dbać trzeba o dobrą i sympatyczną obsługę, przystępne ceny i promocje.
– Niezwykle ważne jest także reagowanie na preferencje klienta, choćby zmieniające się zapotrzebowanie na towary z jakiejś konkretnej grupy asortymentowej oraz usługi, np. opłatę rachunków w sklepie – dodaje Marek Wesołowski.
Mały sklep, samodzielna praca
To, co dla klienta jest zaletą, np. obsługa przez właściciela, dla prowadzących małe sklepy czasami staje się sporym wyzwaniem. Przedsiębiorcy muszą dłużej pracować, bo najczęściej sami obsługują klientów, sami robią zaopatrzenie. Nierzadko zdarza się też, że rozliczają faktury czy ZUS. Spełnianie oczekiwań klientów wiąże się także z długim otwarciem sklepu.
– W firmie jeden z nas jest już około szóstej rano. Trzeba przygotować się do otwarcia. W ciągu dnia musimy jeszcze zrobić zaopatrzenie – opowiada Sławomir Namieciński. – Często sami także załatwiamy bieżące sprawy firmy: wizyty w ZUS, spotkania z księgowym. W pracy jesteśmy od poniedziałku do piątku niemalże do ok. 21. Pracujemy, choć trochę krócej, także w soboty.
Sklep Grzegorza Stelmaszczyka czynny jest od poniedziałku do soboty. W dni powszednie od godz. 6 do 20, a w soboty od 7 do 16. Jak przyznaje przedsiębiorca, kosztuje go to wiele zdrowia i wymaga sporych wyrzeczeń. Codziennie trzeba bowiem być na nogach już o godz. 5.30, a do domu przedsiębiorca wraca dopiero ok. godz. 21.
Wyzwaniem dla rodzimych przedsiębiorców jest też duża konkurencja ze strony hipermarketów. Stelmaszczyk opowiada, że jego sklep jest położony blisko dużego warszawskiego centrum handlowego. Tuż po otwarciu centrum stracił wielu klientów.
Łódzcy sklepikarze także mówią o konkurencji, ale głównie ze strony innych małych sklepów, których w pobliżu nie brakuje. Dodają, że w ciągu dwóch lat przybyło na osiedlu kilka podobnych do ich sklepików. Dlatego muszą stale konkurować ceną, mieć zawsze świeży i dobrej jakości towar.
Wygoda coraz ważniejsza
Wszystko dla klienta, tak by mógł zrobić zakupy blisko domu, wygodnie i przy okazji załatwić bieżące sprawy, np. zapłacić rachunki – działanie w myśl tej zasady doprowadziło do powstania segmentu sklepów zwanych z angielska „convenience“, co oznacza wygodny. Pierwowzór takich sklepów powstał w USA. W Stanach potentatem jest sieć „7 – Eleven“ – to ona wyznaczyła standard usług, jakie winien oferować sklep convenience. Obok artykułów pierwszej potrzeby: pieczywa, mleka, napojów, znaleźć się w nim musi oferta gastronomiczna, np. szybkie przekąski, które można odgrzać w mikrofalówce znajdującej się w sklepie. W sprzedaży powinny być również artykuły impulsowe: słodycze, alkohol, papierosy. Dodatkowo, w zależności od potrzeb klientów, w sklepach convenience znajdują się m.in. automaty do gry, aparat telefoniczny, punkt do wywoływania zdjęć, punkty gier losowych, ksero, usługi pocztowe. Sklepy convenience wyróżniają też długie godziny otwarcia: najczęściej od godz. 7 do 23. Sieci tego typu najsilniej rozwinięte są w USA, a także w wielu krajach azjatyckich, m.in. w Japonii, na Tajwanie. We Francji tego typu sklepy przejęły ok. 25 proc. rynku detalicznego. Sklepy „wygodne” powstają zazwyczaj w centrach miast, np. obok biur, szkół oraz w pobliżu domów mieszkalnych.
Czy w Polsce już są takie sklepy, czy też dopiero powstają, a może istniejące już małe spożywczaki wypełniają ich zadanie? Zdania na ten temat są podzielone. Według wielu rynek convenience dopiero nad Wisłą powstaje. Inni twierdzą, że są już sklepy spełniające wymagania formatu. – Wpisuje się w niego nasza Żabka – zapewnia Jacek Roszyk, prezes zarządu Żabki. – Format wymaga, by były to sklepy małe, dobrze zlokalizowane, nastawione na podręczne, szybkie i wygodne zakupy. Jak na razie, na polskim rynku poza naszą siecią trudno mówić o rynku convenience, bo znajduje się on dopiero we wstępnej fazie rozwoju i przez najbliższe lata będzie się dynamicznie zmieniać.
Prezes Roszyk dodaje, że poza dużym wyborem produktów, trzeba oferować klientom wiele dodatkowych usług, np. możliwość opłacania drobnych rachunków, doładowanie telefonu komórkowego czy realizację zakładów lotto. Najprawdopodobniej w ciągu najbliższych kilku lat w Polsce powstaną sieci sklepów typu convenience i być może zdominują rynek. Wszystko za sprawą szybko zmieniających się upodobań klientów. Polacy, podobnie jak społeczeństwa zachodnie, będą mieć coraz mniej czasu. Trend do robienia zakupów blisko domu czy pracy, załatwiania dodatkowych usług w jednym miejscu będzie więc silniejszy. Istniejące już sieci mają więc duże pole do popisu, bo zapotrzebowanie na wygodę w robieniu zakupów na pewno będzie wzrastać.
Duże też chcą być małe
Na razie gra toczy się o rynek małych sklepów osiedlowych. Mimo że jest ich bardzo wiele, tylko nieliczne działają w ramach jakiejś sieci. Najczęściej są to sklepy prowadzone przez rodzinę.
– Rynek stale się rozwija i według prognoz ta tendencja na pewno się utrzyma. Tkwi w nim ogromny potencjał, bo wielu Polaków chce robić zakupy blisko domu, sprawnie i w przyjemnej atmosferze – uważa Marek Wesołowski z Emperii.
Nic więc dziwnego, że w ten segment rynku chcą inwestować duże koncerny zagraniczne, które do tej pory rozwijały hipermarkety. Rozpoczęły już tworzenie własnych sieci małych sklepów osiedlowych.
– To naturalna konsekwencja rozwoju naszej firmy w Polsce – mówi Przemysław Skory, rzecznik prasowy Tesco Polska. – Tesco rozwija się na Zachodzie na trzy sposoby: tworząc hipermarkety, duże i małe sklepy. Te ostatnie będziemy tworzyć w Polsce, bo nadeszła na to odpowiednia pora. O rynku sklepów osiedlowych pomyślał także potentat dystrybucji prasy – Kolporter. Giełdowa firma z Kielc uruchomiła już 11 sklepów pod szyldem Meta. Mają od 50 do 100 m2 powierzchni i – obok artykułów codziennego użytku – oferują szeroki wybór alkoholi. O własnej sieci myślał także Ruch, który chciał kupić Żabkę. Do grona właścicieli małych sklepów dołączył inny dystrybutor prasy – HDS, który uruchomił sklepy pod nazwą 1 Minute. Własną sieć tworzy także Carrefour. Pod szyldem 5 minut tylko w tym roku powstać ma od 20 do 40 sklepów.
Czy o wejściu w segment małych sklepów decyduje tylko potencjał drzemiący w rynku i wizja sporych zysków? A może są jeszcze jakieś inne powody?
– Tendencja do otwierania małych sklepów spożywczych będzie się nasilała ze względu na wprowadzoną w ubiegłym roku ustawę o wielkopowierzchniowych obiektach handlowych – uważa Jacek Roszyk z Żabki. – To dlatego wielkie sieci decydują się na wprowadzanie małych formatów.
Ustawa o tworzeniu i działaniu wielkopowierzchniowych obiektów handlowych została przyjęta w 2007 roku. Uniemożliwia ona budowę sklepów o powierzchni przekraczającej 400 m2. Tym samym od ubiegłego roku w Polsce nie może powstać żaden nowy hipermarket, chyba że zgoda na jego budowę została wydana przed wejściem w życie ustawy.
– Duże sieci zauważyły, że Polacy lubią robić zakupy w małych sklepach. Ustawa o WOH na pewno miała też wpływ na decyzje sieci i zapewne je przyspieszyła – mówi Marek Wesołowski.
Spostrzeżenia prezesów Żabki i Emperii potwierdza Przemysław Skory z Tesco. – Obecnie nie ma już możliwości tworzenia dużych sklepów, nasze działania ograniczają się do budowy punktów w tych miejscach, na które wcześniej uzyskaliśmy pozwolenia na budowę. Dlatego inwestujemy w sklepy o mniejszych powierzchniach – mówi rzecznik Tesco.
Co to będzie, co to będzie?
Niezrzeszonych małych sklepów jest w Polsce tysiące. Obok nich działa też kilka sieci skupiających od kilkuset do prawie 2 tys. sklepów. – Polski handel detaliczny jest wciąż bardzo rozdrobniony – mówi Marek Wesołowski, członek zarządu Emperii. – Jego przyszłość to konsolidacja, bo tylko duże, sprawnie działające podmioty będą w stanie przeciwstawić się konkurencji, zapewniając jednocześnie swoim klientom atrakcyjne warunki handlowe. Najsilniej walkę ze sklepami tworzonymi przez hipermarkety odczują rodzime sklepiki.
Trud walki o klienta może złagodzić wejście w struktury jednej z dużych sieci. Zachętą do podejmowania takich decyzji ma być np. opieka koordynatora nad sklepem, dostęp do specjalistów, szkolenia, marketing. Takie korzyści może dawać przystąpienie do sieci franczyzowej, których w Polsce jest już kilka: Groszek, Milea, czy ajencyjnej Żabki.
Przedsiębiorcy i sieci działające na rynku nie obawiają się nachodzącej konkurencji. Podkreślają, że działają na rynku już od wielu lat, znają swoich klientów i wiedzą, jakie mają potrzeby, a hipermarkety dopiero badają rynek i będą musiały się wiele nauczyć.
– Rynek jest duży, rodzi się jednak pytanie, czy zagraniczne sieci sobie w tym segmencie poradzą – zastanawia się Jacek Roszyk, prezes Żabki. – Wyzwaniem jest choćby zdobycie dogodnych lokalizacji, o które coraz trudniej, poznanie warunków panujących na tym rynku. Konkurencja na pewno się jeszcze zwiększy i wpłynie na sytuację w tym segmencie. Jednak z ocenami trzeba będzie poczekać do czasu, kiedy sklepy zaczną powstawać i poznamy ich formułę, asortyment, lokalizacje.
Marek Wesołowski dodaje, że choć zainteresowanie międzynarodowych sieci małymi formatami wydaje się być zagrożeniem, to analiza modeli funkcjonowania rynków FMCG w krajach Europy Zachodniej pokazuje, że udział handlu tradycyjnego w dalszym ciągu pozostaje istotny. – Przetrwają tylko najlepsi – podsumowuje przedstawiciel Emperii.
Wygodne będą wszędzie?
Rynek handlu detalicznego w Polsce stale rośnie. Na tak perspektywiczny rynek szeroką ławą wchodzą zagraniczne koncerny i wkrótce staną się dużą konkurencją zarówno dla rodzimego handlu, jak i dla obecnie istniejących sieci skupiających małe sklepy.
Jak więc wyglądać będzie przyszłość małych sklepów? Wiele zapewne nie sprosta konkurencji i zostanie zlikwidowanych. Inne staną się częścią polskich sieci lub zostaną wchłonięte przez koncerny zagraniczne. Najlepsze rodzime placówki przetrwają, bo będą mieć swoich wiernych klientów.
Można jednak pokusić się o tezę, że chyba większość konwencjonalnych małych sklepów osiedlowych będzie ewoluowała w stronę amerykańskiego modelu sklepu convenience, gdzie obok zakupów będzie można załatwić wiele spraw: podgrzać posiłek, napić się kawy, skserować dokumenty czy wysłać kupon loterii pieniężnej.
Michał Bogurat (miesięcznik Własny Biznes FRANCHISING)
- Mały sklep daje zysk Autor: ~NoX 2008-08-22 10:50
- Dobry artykuł. Ja też wole iść do żabki i kupić drożej ale szybciej. Pomyślcie ile klientów dziennie ma taki sk;lep jak Auchan. Dużo przez duże D. Robie sobie tam czasem zakupy i widze wielkie kolejki (..)
- Mały sklep daje zysk Autor: ~ala3 2008-08-22 12:59
- Małe sklepy osiedlowe, bliskie miejsc zamieszkania maja przyszłość. To co mnie zniechęca do hipermarketów, to co prawda tanie ale bardzo złej jakości wyroby np. bezsmakowe wędli (..)
- Re: Mały sklep daje zysk Autor: ~MS 2008-08-22 13:08
- W Niemczech male sklepy prawie zanikly, pozostaly duze sklepy i paskudne jedzenie. Coz, Niemcy maja zamilowanie do oszczedzania, mam nadzieje, ze male sklepy w Polsce nigdy nie umra!
- Mały sklep daje zysk Autor: ~seba 2008-08-22 16:38
- sorki ale przejezdzajc autkiem z pracy obok tych "duzych" wole tam isc i odczekac nawet to 10 minut do kasy - popaplam przez telefon... - a nie maly osiedlowy... przykład? puszka coli wiesie (..)
- Re: Mały sklep daje zysk Autor: ~Tomek 2008-08-22 20:21
- Wszystko zależy gdzie mieszkasz bo tam gdzie ja aktualnie przebywam (w Polsce oczywiście) to w małych sklepach wszystko (!!!) jest tańsze, bo markety wystrzeliły z cenami w górę a sklepy o mały % podn (..)
- Re: Mały sklep daje zysk Autor: ~DoG_GY 2010-02-09 16:34
- No świetny przykład, wszyscy zatem po puszkę coli ruszamy do marketu!!! Jak się chce napić coli to ide i kupuje jak najbliżej, a w markecie... masz pojęcie człowieku. Artykuły są szykowane przez produ (..)








Dodaj komentarz