Likwidacja szkód: Jak ubezpieczyciele wykorzystują niewiedzę klientów

Jednym z najczęściej pojawiających się problemów moich klientów jest rozliczanie strat metodą szkody całkowitej. Wyjaśniałem już dokładnie, na czym ona polega i jak liczy się wówczas szkodę (GU nr 27 z 6 lipca 2004 r.). Przypomnijmy, że sposób rozliczania szkód komunikacyjnych tą metodą rodzi wiele problemów, jak również daje pole do manipulacji tym terminem, no i samym rozliczeniem.

Nie bez powodu użyłem słowa „termin”. Żaden z istniejących w Polsce aktów prawnych nie określa, co to jest szkoda całkowita i jak się ją liczy. Przyjęto „kiedyś”, że szkoda całkowita występuje wtedy, gdy koszt naprawy (tylko nikt właściwie nie wie, jak liczony) przekracza 70% wartości rynkowej pojazdu w dniu szkody. A dlaczego nie 75% lub 73,8%? Realność wyliczeń „matematycznych” (a tak uzasadniano mi, gdy pytałem, kto i jak to wyliczył) zweryfikował rynek. Proszę pokazać mi osobę, która sprzeda rozbity samochód za cenę wyliczoną przez ubezpieczyciela. Mając możliwość kupienia całego auta sprowadzonego z Zachodu (często w lepszym stanie niż ten przed wypadkiem), uwzględniając koszty naprawy i nie wspominając o bezpieczeństwie korzystania z takiego „naprawionego” pojazdu, trzeba być szaleńcem, aby kupić pojazd rozbity. Kto więc je kupuje? Tylko ci, którzy sprzedają pojazdy na części. Ale oni też nie pracują za darmo. Koszty rozbiórki czy nawet działalności gospodarczej (plac, wiata lub pomieszczenie, a nawet środki czystości czy do mycia części) są przez nich wliczane w wartość wraka. No i za ile go kupią?

Firmy ubezpieczeniowe (nie wszystkie - pomijam te, które odkupują poprzez wskazanych pośredników) doskonale o tym wiedzą. I co robią? Po prostu nic. Liczą na niewiedzę poszkodowanego. A recepta jest prosta. Trzeba pojazd sprzedać i żądać od ubezpieczyciela wypłaty różnicy między wartością wraka wyliczoną przez nich a uzyskaną ze sprzedaży kwotą potwierdzoną umową, fakturą czy innym dokumentem. Aby nie być posądzonym o brak staranności, należy dać też co najmniej dwa ogłoszenia do prasy i mieć rachunki z tym związane. W przypadku sporu sądowego bardzo się przydadzą.

Wydawać by się mogło, że to koniec problemu. Przecież art. 361§ 2 k.c. jest prosty i czytelny nawet dla gimnazjalisty: „…naprawienie szkody obejmuje straty, które poszkodowany poniósł…”. Oczywiście, nie jest on taki jasny dla niektórych firm. Warta ma „patent” na takie roszczenia. Przykład z ostatnich dni. Różnica między kwotą wyliczoną przez tą firmę (wartość pojazdu uszkodzonego wyliczona „matematycznie”) a uzyskaną ze sprzedaży wraka to 6000 zł. Po złożeniu wniosku o dopłatę Warta dopłaca 3000 zł bez żadnego logicznego i prawnie uzasadnionego argumentu. Po prostu tak chce. Można zadać pytanie, dlaczego decyduje się na dokonanie dopłaty. Otóż realia sądowe w Łodzi są takie, że w sporach do 3000 zł trudno znaleźć kancelarię adwokacką, która zajmie się taką sprawą. W przypadku sporu sądowego na sto procent sprawa dla ubezpieczyciela jest przegrana. W Warcie, czyli profesjonalnym towarzystwie ubezpieczeń, to wiedzą. Wypłacają więc część pieniędzy. Może klient się uspokoi. Mam jednak złą wiadomość dla podobnych firm. Są już w Łodzi kancelarie, które podejmują takie wyzwania. Sprawy są w toku.

Pomysł na takie wyrafinowane obniżanie odszkodowania ma głębsze korzenie. Jeszcze do niedawna firmy generalnie obniżały odszkodowania, kombinowały przy kosztorysach. Przegrane sprawy w sądach zahamowały te praktyki. Pojawiła się więc nowa metoda - obniżania odszkodowania o kwoty, które nie są atrakcyjne dla kancelarii adwokackich. Okazało się jednak, że znowu popełniono błąd - jak już zaznaczyłem, są kancelarie, które przyjmują podobne sprawy. Ich skuteczność to sto procent.

Wróćmy jednak na moment do decyzji o rozliczeniu szkody metodą szkody całkowitej. W „GU” nr 43 z 26 października 2004 r. ukazała się prośba o pomoc poszkodowanej skierowana do redakcji. Jak wynika z wyliczeń - nawet gdyby liczyć koszt naprawy przy zastosowaniu najwyższych stawek serwisowych i cen nowych części, nie przekroczy on nigdy magicznej granicy 70% wartości rynkowej auta. Co się więc stało? Otóż ubezpieczyciel liczy, że klient się nie pozna na tym sposobie, zwłaszcza gdy mieszka w małej miejscowości. Kto w niej znajdzie odpowiedniego pomocnika, który będzie umiał sprawdzić wyliczenie? Odwołanie poszkodowanej dowodzi, że ubezpieczyciel popełnił jednak błąd. Nie docenił przeciwnika, który znalazł pomoc po prostu w Internecie.

Jak widać, ubezpieczyciele lubią liczyć na niewiedzę poszkodowanych, zwłaszcza w sytuacjach, gdy mieszkają oni w małych miejscowościach. W dużych aglomeracjach łatwiej jest znaleźć osobę czy też firmę, która udzieli wsparcia. Dlatego też tak istotna jest rola prasy, mediów, Internetu w upowszechnianiu wiedzy i świadomości ubezpieczeniowej. Agent ubezpieczeniowy, pomagając w takich sprawach, ma szansę zyskać wiernego i zaufanego klienta. Trzeba jednak postawić zasadnicze pytanie: czy udzielając pomocy swojemu klientowi, sam nie straci pracy, bo ubezpieczyciel rozwiąże z nim umowę? Wiem jednak na pewno - firmy ubezpieczeniowe też bankrutują. Czy nie lepiej sprzedawać polisy dla firm rzetelnych, może nie najbogatszych, ale w miarę uczciwie rozliczających szkody? Warto o tym pomyśleć. WESTA była w pewnym momencie także gigantem ubezpieczeniowym, no i kto o niej dzisiaj pamięta.

Piotr Korobczuk
Źródło:
Kasa Stefczyka opublikowała dane finansowe za pierwsze półrocze 2014
Dodałeś komentarz Twój komentarz został zapisany i pojawi się na stronie za kilka minut.

Nowy komentarz

Anuluj
0 0 ~Monika

Niestety,lecz szkoda całkowita jest bardzo niekorzystna dla klienta i jeszcze jeśli jest likwidowana przez maly zakład ubezpieczeń to już w ogóle jest tragedia!!Szkoda całkowita jest inaczej liczona,bo od odszkodowania odejmują pozostałość auta po wypadku czyli te części,które mozna jeszcze jakoś wykorzystać!!To jest "chore",ale niestety tak to funkcjonuje!Można się jeszcze sądzić,lecz nikła szansa na wygraną!

Pokaż cały komentarz ! Odpowiedz
0 0 ~Marcino

To złodzieje. ja mam szkode całkowita i wyliczyli mi - 5 tys zł.. nie z mojej winy wypadek, jak z nimi walczyć??? Moze ktoś ma doświadczenia?? prosze o kontakt m.kozuch@poczta.fm

!