Kaczyński o wprowadzeniu euro: Polacy poszliby z torbami

Nie ma wątpliwości, że mimo przegranej na szczycie UE uczyniliśmy dobrze i że - co może zabrzmi paradoksalnie - nasz status, a także osobisty status pani premier w ten sposób się podniósł, a nie obniżył - przekonuje w środowym wywiadzie dla "Rz" prezes PiS Jarosław Kaczyński.

(fot. Tomasz Adamowicz / FORUM)

"Tak więc to, co się stało, może mieć przejściowe negatywne skutki na rynku polskim, ale generalnie to służy polskiej sprawie i sprawie UE, gdzie trzeba przeciwstawić się tendencjom do jej rozbicia" - podkreślił lider PiS.

Na pytanie o brak poparcia nawet Węgier dla wyboru Jacka Saryusz-Wolskiego na szefa Rady Europejskiej, Kaczyński odparł: "Być może rzeczywiście były jakieś opóźnienia w rozpoczęciu naszej kampanii, ale to nie zależało tylko od nas". "Zaskoczenie dotyczące poparcia Viktora Orbana nie było radykalne, wiedziałem, że jest pod potężnym naciskiem i wiedziałem, że jest jakby chroniony przez Europejską Partię Ludową. Prowadzić wojnę z własną grupą polityczną, byłoby mu wyjątkowo trudno. Ale to nie znaczy, że nie mamy w tej sprawie uczucia zawodu" - wskazał szef PiS.

"Pewnie byłoby lepiej, gdyby wszystko było przygotowane wcześniej" - zaznaczył Kaczyński. "Ale nie sądzę, aby to zmieniło wynik głosowania choćby o jeden głos. To, co się stało, jest wynikiem tego, że Unia została zdominowana przez jedno państwo. A właściwie przez jedną osobę. To jest sytuacja dla Wspólnoty groźna" - dodał.

Lider PiS był też pytany, czy nie przyszedł czas, by wrócić do dyskusji o wejściu do unii walutowej. "Nie, wejście do strefy euro będzie oznaczać, że albo złotówka zostanie wyceniona wysoko, co uderzy w nasz eksport, czyli w naszą gospodarkę - 45 proc. PKB to eksport, czyli w ostatecznym rachunku nasz poziom życia. Albo ocenimy ją nisko, ale to będzie oznaczać cios w naszą stopę życiową, spadek popytu, a więc również uderzenie w gospodarkę. Nie ma z tego ucieczki" - podkreślił prezes PiS.

Pytany, czy nie można "wycenić euro sprawiedliwie" - tak jak twórcy ustawy frankowej mówili o "sprawiedliwym kursie" - odparł: "To byłoby nie do uchwycenia, eksport by się trzymał, ale Polacy poszliby z torbami". Jak dodał, nie dałoby się utrzymać "jakiejś radykalnej różnicy" między cenami w Polsce a np. w sąsiednich Niemczech. W takim przypadku - wskazał - "spadek stopy życiowej Polaków o 20-25 proc. na wiele lat jest nie do uniknięcia".

Na uwagę, że wiele krajów wchodziło do strefy euro i nie było tam zubożenia, np. na Litwie czy Słowacji, Kaczyński powiedział, że kraje te wchodziły do strefy euro w czasie kryzysu. "Spadek stopy życiowej przeżyły przez kryzys i wtedy weszły do euro. Poza tym - przy całym szacunku dla tych państw - to ich gospodarki są znacznie mniejsze. Trzy kraje bałtyckie mają łącznie niższe PKB niż Mazowsze. Dlatego niektóre mechanizmy gospodarcze działają inaczej" - podkreślił. Według niego Polska może przyjąć wspólną walutę, będziemy mieć 85 proc. PKB Niemiec per capita.

Kaczyński był też pytany, czy jest za utworzeniem korytarzy humanitarnych.

"Tak. Jeśli chodzi o korytarze humanitarne, pomoc nawet kilkuset chorym osobom, to ja nie mam nic przeciwko temu. To nie moja decyzja, tylko rządu, ale można ją podjąć" - zaznaczył Kaczyński.

"I trzeba pomagać. Ja chodzę do kościoła rektorskiego Redemptorystów na Nowym Mieście i utrzymujemy tam jedną rodzinę w Syrii, wdowę z synem. Tego rodzaju akcje są potrzebne i sam w nich uczestniczę. Ale inną sprawą jest narzucenie społeczeństwu pewnej zmiany sposobu życia związanego z masową imigracją, co będzie się wiązało z obniżeniem poziomu bezpieczeństwa i na to zgody nie będzie. Rozumiem, że ludzie żyjący w strzeżonych domach lub zamkniętych osiedlach mogą sobie pozwolić na luksus pięknoduchowskiej wielkoduszności. Ale obowiązkiem władzy demokratycznej jest troska o tych, którzy sami nie mogą sobie zapewnić bezpieczeństwa" - powiedział szef PiS.

Kaczyński: Europa dwóch prędkości to inna nazwa końca UE

Europa dwóch prędkości to projekt skierowany przeciwko UE i krajom naszego regionu; to jest "inna nazwa końca Unii" - powiedział prezes PiS Jarosław Kaczyński w wywiadzie dla portalu wPolityce.pl. Jak podkreślił, gdy dojdzie do "starcia o Europę dwóch prędkości" Polska nie będzie osamotniona.

Prezes PiS był pytany o ostatni szczyt UE, podczas którego ponownie wybrano Donalda Tuska na szefa rady Europejskiej. Przeciw opowiedziała się tylko Polska. Na pytanie czy rezultat "27:1", przedstawiany przez opozycję jako podsumowanie brukselskiego szczytu, to właściwy opis sytuacji Kaczyński odparł: "W tym haśle - 27:1 - zawiera się znakomita ilustracja stanu świadomości naszych przeciwników, czyli totalnej opozycji".

"Oni zupełnie zapomnieli, że ta +jedynka+ to jest Polska. A przecież elementarna lojalność wobec własnego państwa jednak obowiązuje i powinna to być lojalność silniejsza niż lojalność wobec jednostki" - podkreślił lider PiS. Jak zaznaczył, rezultat 27:1 dotyczący wyników głosowania nad reelekcją Tuska na szefa Rady Europejskiej "to jest ich, nie nasza, kompromitacja".

"Dla nas zdolność powiedzenia +nie+, nawet w konfrontacji z wszystkimi innymi, to jest powrót do sytuacji podmiotowej. I dlatego dzień szczytu był jednocześnie bardzo dobrym dniem naszej pani premier. Pokazała, że znacznie przewyższa przeciętną Unii Europejskiej" - stwierdził Kaczyński.

Pytany, czy tak wysoka porażka nie oznacza spadku prestiżu państwa, odparł, że stało się wręcz przeciwnie. Według lidera PiS zarówno prestiż Polski, jak i prestiż premier wzrósł.

"To jest kapitał na przyszłość. Państwo, które potrafi postawić się wszystkim, także Niemcom, w bardzo ważnej dla nich sprawie, to jest państwo o wysokim statusie. O bardzo wysokim statusie. Być może nikt inny w Europie nie mógłby dziś poważyć się na coś podobnego" - oświadczył.

Pytany, czy wynik 27:1 nie oznacza jednak osamotnienia Polski Kaczyński zaznaczył, że "to było jedno głosowanie w ramach Unii Europejskiej". "Jeśli to głosowanie rzeczywiście wiąże się z obawą przed osamotnieniem, to w zupełnie innym kontekście, niż to się przedstawia. Chodzi oczywiście o Europę dwóch prędkości. Jestem pewien, że gdy dojdzie do kolejnego starcia o tę sprawę, nie będziemy już samotni" - oświadczył prezes PiS.

Według Kaczyńskiego kanclerz Niemiec Angela Merkel, "stawiając na Tuska, musi mieć pewność, iż poprze on Europę dwóch prędkości". Dopytywany, na jakiej podstawie sądzi, że "Tusk już się zgodził poprzeć Europę dwóch prędkości powiedział: "Na podstawie tego, co robią Niemcy".

"Inne sygnały też są jasne. Kilka dni temu, w Jasionce k. Rzeszowa, podczas wręczenia nagrody im. Józefa Ślisza, głos zabrał Jerzy Buzek. Jasno powiedział, że dwie prędkości są właściwie postanowione. Bez entuzjazmu, ale jednak to już jest zaakceptowane. Skoro Buzek mówi o tym tak otwarcie, to znaczy, że decyzja zapadła, i obejmuje również grę o reelekcję Tuska" - uważa prezes PiS.

Jak zaznaczył, kwestia Europy wielu prędkości choć powraca od lat, to tym razem "wygląda poważnie. "Niemcy widocznie uznały, że muszą pójść dalej, muszą umiędzynarodowić długi, czyli wziąć na siebie kolejne ciężary. Bez tego może upaść cała Unia, a na pewno upadnie strefa euro. Co z kolei byłoby dla Niemiec czymś bardzo niedobrym, bo oni na euro bardzo korzystają. Więc lepiej zapłacić, niż ryzykować, że wszystko się zawali. Zwłaszcza, że wiele się już stało" - powiedział Kaczyński.

Według niego "Brexit to przecież zasługa kanclerz Merkel". "Jej decyzje bywają fatalne także dla niej. Przykładem wyniesienie Franka-Waltera Steinmeiera na urząd prezydenta, a tym samym otwarcie drogi Martinowi Schulzowi, i duże ryzyko utraty władzy przez chadecję" - ocenił lider PiS.

Jak zaznaczył "Europa dwóch prędkości to projekt skierowany przeciwko Unii Europejskiej". "To także projekt skierowany przeciwko państwom naszego regionu. To jest w sumie inna nazwa końca Unii" - dodał polityk. Zaznaczył, że projekt Unii dwóch prędkości wymagałby zmiany traktatów UE.

Według lidera PiS "jeśli +Polexit+ Polsce grozi, to ze strony tych, których reprezentuje Tusk", bo "to jego promotorzy chcą Europy dwóch prędkości".

Pytany, czy nie można było wcześniej niż kilka dni przed szczytem zacząć promować Jacka Saryusz-Wolskiego jako kandydata rządu na szefa Rady Europejskiej Kaczyński odparł: "Tak krawiec kraje, jak materii staje. Kroiliśmy najszybciej jak się dało". Zaznaczył, że Saryusz-Wolski zdecydował się na kandydowanie dopiero na kilka dni przed szczytem w Brukseli, dokładnie w sobotę.

Pytany, czy Saryusz-Wolski "później trochę się cofnął", bo nie doszła do skutku jego konferencja prasowa, prezes PiS powiedział: "Dziś nie warto o tym mówić, bo to niewiele by zmieniło, choć nadałoby całej sprawie dodatkowej barwy. Wszyscy wiemy, że nie było jego konferencji prasowej".

Pytany, jaka będzie rola Saryusz-Wolskiego w obozie rządzącym w przyszłości, prezes PiS zaznaczył, że "w tej sprawie Jacek Saryusz-Wolski nie dostał żadnych obietnic". "Ta sprawa została potraktowana przez wszystkich zainteresowanych jako działanie pro publico bono. Zadaliśmy pytanie: czy zgadza się pan podjąć tej roli? Nic więcej, żadnych warunków" - zaznaczył Kaczyński.

Kaczyński był też pytany, czy zgadza się szefem MSZ Witoldem Waszczykowskim, który powiedział, że Polska powinna drastycznie obniżyć poziom zaufania wobec Unii.

"Nie uważam, żeby należało się zbytnio ekscytować tym, co się zdarzyło. Na pewno sposób potraktowania Polski należy potraktować bardzo poważnie. Nigdy dotąd nie było sytuacji, w której wysoki rangą przedstawiciel Unii, nazwijmy to po imieniu, tak bezczelnie ingerował w sprawy wewnętrzne, którego z państw. I nigdy się nie zdarzało, by kogoś wybrano wbrew woli jego kraju" - powiedział prezes PiS.

(PAP)

mzk/ wni/ par/ gma/

Źródło: PAP
Tematy:

Newsletter Bankier.pl

Dodałeś komentarz Twój komentarz został zapisany i pojawi się na stronie za kilka minut.

Nowy komentarz

Anuluj
2 19 ~tom

Całkiem jasno, zgadzam się z tym po prostu.

! Odpowiedz
7 20 ~silvio_gesell

Kaczor ma rację jesli chodzi o euro. Popyt i podaż pieniądza nie dążą do równowagi cenowej.

W szczególności jeśli jest za mała podaż pieniądza to ceny i wynagrodzenia spadają co zachęca do wycofywania pieniądza z obrotu na czarną godzinę, co jeszcze bardziej zmniejsza podaż - spirala deflacyjna jak w Grecji, gdzie ludzie chowają gotówkę do materaca. Jeśli jest za duża podaż pieniądza to ceny rosną co zachęca do gromadzenia oszczędności w niepotrzebnych dobrach materialnych, co jeszcze szybciej podnosi ceny - hiperinflacja jak w PRL, gdzie ludzie mieli po trzy pralki.

Stąd podaż i cena pieniądza (stopa procentowa) muszą być regulowane, by odzwierciedlały demografię i trwałość owoców naszej pracy. W szczególności wspólne euro nie działa, bo każdy kraj w Europie ma inną dzietność i produktywność - a one zależą od uwarunkowań kulturowych i geograficznych.

(Na marginesie w czasach pieniądza złotego cena pieniądza regulowała się wolnorynkowo - gdy brakowało go w obrocie to rosła jego siła nabywcza, więc rosło wydobycie złota co prowadziło do równowagi. Na początku XXw eksplozja demograficzna spowodowała jednak, że złota nie można było wydobywać wystarczająco szybko, i wiemy z historii do czego to doprowadziło - do wielkiego kryzysu, dwóch wojen swiatowych, nazizmu, bolszewizmu i ostatecznie porzucenia pieniądza złotego na rzecz pieniądza fiducjarnego, którego podaż i stopa procentowa może odzwierciedlać demografię i trwałość dóbr kapitałowych. I nie, nie chcemy powrotu do niezniszczalnego pieniądza złotego, bo to oznacza, że przy obecnym wydobyciu 1,8% rocznie i globalnym przyroście populacji 1,2% rocznie, aby nie wpaść w spiralę deflacyjną średnie zużycie środków trwałych musiałoby wynosić ok. 0,6%. czyli trwałość ok. 170 lat! Czyli musielibyśmy mieć dobra kapitałowe, które same się wymieniają, czyli wrócić do posiadania ludzi na własność, innymi słowy niewolnictwa.)

Pokaż cały komentarz ! Odpowiedz
12 10 ~Bezpartyjny

Wiem -kiedy pis wprowadzi euro-jak przegrywać zaczną wybory-będzie wtedy wytłumaczenie dla swych nieudaczników-pseudoekonomistów.Kto wtedy będzie winowajcą krachu ekonomicznego?-no przecież wiadomo euro a nie pis...hahaha

! Odpowiedz
14 6 ~oko

Wyobraźmy sobie sytuację, że mamy dzisiaj Euro po 2 zł. Co się dzieje? Cały import staje się o połowę tańszy. Siła nabywcza Polaków rośnie. Zatrzymujemy w PL wysokowykwalifikowaną siłę roboczą.
Tracą eksporterzy. Tak. Ale przecież 2/3 polskiego eksportu i tak kontrolują zagraniczne firmy.
To nie jest sytuacja jak w Chinach, gdzie to chińskie firmy zarabiały na niskim kursie juana i kumulowały kapitał. W PL zagraniczne koncerny wykazują straty albo transferują zyski do siebie.
Czy przeniosą fabryki na Słowację, Węgry czy do Rumunii? Może pojedyncze tak ale nie masowo. Z prostej przyczyny. Tam już teraz brakuje siły roboczej.

Pokaż cały komentarz ! Odpowiedz
5 4 ~kon

Jak by zyli ludzie biedni .

! Odpowiedz
8 1 ~oko odpowiada ~kon

Tak jak do tej pory żyją. Byłoby ich stać nawet na więcej ponieważ spadłyby ceny towarów importowanych.
Zarabiając w PLN wydajesz w PLN więc nic się nie zmienia. Spadają ceny importowanych towarów bo za te same złotówki możesz kupić więcej.
Zmian dotyczyła by bardziej handlu międzynarodowego tak jak pisałem wyżej.

! Odpowiedz
9 2 ~znajoma odpowiada ~kon

zarabiali by tak jak ty w pisowskim obszczekiwaniu

! Odpowiedz
3 3 (usunięty)

(wiadomość usunięta przez moderatora)

! Odpowiedz
26 34 ~jatowiem1

Kaczyński jest na miarę dzisiejszych, trudnych czasów jak niegdyś był tym człowiekiem Józef Piłsudski.Bardzo się cieszę,że mamy kogoś takiego.Komu Ojczyzna miła...

! Odpowiedz
26 17 ~wed

która ojczyzna Rosja??

! Odpowiedz

Wskaźniki makroekonomiczne

Inflacja rdr 1,8% VIII 2017
PKB rdr 3,9% II kw. 2017
Stopa bezrobocia 7,0% VIII 2017
Przeciętne wynagrodzenie 4 501,22 zł VII 2017
Produkcja przemysłowa rdr 8,8% VIII 2017

Znajdź profil

Zapisz się na bezpłatny newsletter Bankier.pl