Zarabiaj z nami | Logowanie | Newsletter | Forum | Blogi

2010-07-01 06:00 Źródło: Gazeta Finansowa

Gazeta Finansowa

Sąd nad maklerem


Jerome Kerviel, były już dziś makler banku z działu obrotu papierami wartościowymi, jest oskarżony o nielegalne operowanie funduszami banku oraz inwestowanie kapitału przedsiębiorstwa w ryzykowne aktywa. Zarzuca mu się także fałszowanie oraz używanie fałszywych dokumentów oraz wprowadzanie nieprawdziwych danych do firmowych komputerów.


FOTO PAP/EPA
 
Nad maklerem ciąży kara do 5 lat pozbawienia wolności, 375 tys. EUR grzywny oraz pokrycia strat, których był sprawcą, a szacuje się je na 4,9 mld EUR. Co ciekawe, sam makler nie wzbogacił się w żaden sposób na tych nielegalnych działaniach. Po aresztowaniu bank ujawnił wynagrodzenie Kerviela, które razem z premiami wynosiło 100 tys. EUR rocznie.

Rozpoczynający się właśnie proces maklera przyciąga uwagę mediów na całym świecie. Skala popularności tego Francuza jest wprost niewyobrażalna – żeby przejść krótki dystans z samochodu do budynku sądu potrzebował on aż 13 minut, czego przyczyną byli oczywiście zgromadzeni przedstawiciele mediów.

Przeciwko Kervielowi zostały postawione oficjalne oskarżenia, ale toczą się również sprawy z powództwa cywilnego, wytoczone przez bank, pracowników banku oraz udziałowców. Zadaniem sądu jest rozstrzygnięcie, czy makler jest jedyną osobą odpowiedzialną za straty w sprawie, postrzeganej jako symbol ekscesów banków, które doprowadziły do kryzysu finansowego na całym świecie.

Wysoki Sądzie, jestem niewinny!

Oskarżony zaprzecza, jakoby był sprawcą całej afery. Od kiedy zostały mu przedstawione zarzuty, twierdzi niezmiennie, że przez cały czas wykonywał polecenia swoich przełożonych i żaden podjęty przez niego krok nie miał miejsca bez ich wiedzy. 33-letni Kerviel zeznał przed paryskim sądem, że to właśnie z inicjatywy swoich zwierzchników podejmował coraz poważniejsze transakcje spekulacyjne. Makler trzyma się niezmiennie swojej wersji, którą przedstawił już podczas aresztowania w 2008 r. Złożył wtedy zeznania, w których stwierdził, że wszystko, co robił, odbywało się za całkowitym przyzwoleniem dyrektorów z Société Générale. Sugerował nawet, że zwierzchnicy akceptowali prowadzone przez niego ryzykowne transakcje, dopóki były opłacalne dla firmy. Natomiast kiedy działania te przestały przynosić zyski, aprobata pryncypałów zmieniła się w zarzuty skierowane przeciwko niemu. Jedyna zmiana w zeznaniach dotyczy udziału przełożonych w procederze. Wcześniej makler twierdził, że zwierzchnicy zdawali sobie sprawę z jego poczynań, obecnie oskarżony obstaje przy wersji, że to właśnie od nich pochodziły instrukcje, które on wykonywał. Jean Veil, główny prawnik Société Générale, jest zdania, że Kerviel wykorzystywał rzadkie kontrole w banku do tego, by jego akcje uchodziły niezauważone. Zakłada on też, że gdyby zwierzchnicy oskarżonego rzeczywiście byli świadomi tego, co się dzieje, nie byłoby sensu w tak skrupulatnym ukrywaniu wykroczeń przez maklera. Po ujawnieniu oszustwa podano do wiadomości publicznej, że Kerviel przez rok fałszował potwierdzenia nieudanych transakcji, aby ukryć swoją działalność. Przedstawiciele banku stwierdzili, że dokumentacja transakcji, które w rzeczywistości nie miały miejsca, została odkryta podczas rutynowej kontroli. Kiedy sprawa została poddana dokładniejszej inspekcji, okazało się, że przedsięwzięcia maklera miały głębsze korzenie i były zakrojone na znacznie większą skalę niż wcześniej przypuszczano. Zaraz po aresztowaniu Kerviela mówiło się także, że makler musiał mieć jakichś współpracowników w banku.

Matactwo stulecia

W styczniu 2008 r. światło dzienne ujrzały prowadzone przez Kerviela przedsięwzięcia. Société Générale, znajdujący się w czołówce francuskich banków razem z LCL i BNP Paribas, jest zarazem jedną z najstarszych tego typu instytucji we Francji. Po ujawnieniu afery, firma ogłosiła straty, które o mały włos nie doprowadziły do jej bankructwa. Na pozycji kozła ofiarnego został postawiony Kerviel, który od tego momentu stał się jedną z najbardziej rozpoznawalnych twarzy w kraju. Transakcje dokonane przez niego opiewają na kwotę 50 mld EUR, co było tym bardziej zaskakujące, że wartość rynkowa grupy Société Générale była wtedy szacowana zaledwie na 35 mld EUR. Wszystkie środki pieniężne, służące mu do tego procederu, pochodziły z kasy banku, w którym podówczas pracował. Matactwa dokonywane przez Kerviela dotyczyły przede wszystkim kontraktów terminowych typu futures na europejskie indeksy giełdowe, gdzie funkcją maklera był arbitraż pomiędzy tego typu kontraktami. Zarzut skierowany w stronę Kerviela mówił o podejmowaniu przez niego samodzielnych prognoz w kwestii tendencji, które obiorą rynki europejskie.

Swoją historię, były makler Société Générale, opisał w obszernej książce, dowodząc, że jest niewinny, a wszystkie operacje, które przeprowadzał w imieniu banku były dokonywane za wiedzą przełożonych. Po ujawnieniu nadużycia przez wewnętrzną inspekcję przedsiębiorstwa, sprawa natychmiast uzyskała miano „oszustwa stulecia”, gdyż była to największa w historii międzynarodowej bankowości defraudacja spowodowana przez jednego człowieka i miała wpływ na całe francuskie środowisko bankowe.

W jej konsekwencji wiele instytucji finansowych na całym świecie przeprowadziło rewizję systemów zarządzania ryzykiem w swoich firmach oraz wewnętrznych systemów kontroli. Specjalna grupa osób powołana wewnątrz banku, w którym oszustwo miało miejsce, oświadczyła, że zwierzchnicy oskarżonego nie wywiązali się ze swoich obowiązków, ignorując aż 74 ostrzeżenia wysłane przez kontrolę wewnętrzną po dokonanych przez Kerviela operacjach niezgodnych z przepisami. Francuska Komisja Bankowa ukarała Société Générale grzywną w wysokości 4 mln EUR, natomiast sam bank podjął decyzję o zwolnieniu dwóch bvezpośrednich kierowników Kerviela. Kilku innych pracowników banku na szczeblu kierowniczym zrezygnowało ze swoich stanowisk, m. in. prezes banku Daniel Bouton, który odszedł ze swego stanowiska w rok po tym, jak oszustwo zostało ujawnione. Żadnemu z dyrektorów nie zostały przedstawione zarzuty.

Oszust czy ofiara?

Kerviel twierdzi, że nie był osamotniony w swoim postępowaniu. Zeznał, że nieujawnianie wartości transakcji było w firmie na porządku dziennym, a zachowanie szefostwa ograniczało się do przymykania oczu na jakiekolwiek naruszenia istniejących ograniczeń. Zapewnił, że prowadził interesy, nie zważając na przekraczane limity, przez dwa lata bez żadnych przeszkód aż do ostatniej transakcji, która zakończyła się porażką 18. stycznia 2008 r. Stwierdził, że jego celem jest pokazanie społeczeństwu, że nie był on odosobnionym przypadkiem, ale że świat finansów obfitował w tego typu nadużycia. Prawnik maklera Olivier Metzner oświadczył przed rozpoczęciem procesu, że będzie dążył do udowodnienia, że Jerome Kerviel „w żaden sposób nie naruszył zaufania banku”, apelując o przedstawienie dowodów odzyskanych z komputerów służących do przeprowadzania transakcji. Te dokumenty mają potwierdzić, że Société Générale było cały czas w pełni świadome poczynań Kerviela. Z kolei bank, który zdążył już odzyskać stabilność, ma nadzieję, że wyrok pomoże mu odbudować reputację.

Na początku procesu, na pytanie o obecne zajęcie Kerviel odparł, że jest informatykiem, deklarując swoje zarobki na 2 300 EUR miesięcznie. Po upublicznieniu afery w 2008 r., francuski makler trafił do aresztu na 38 dni, aby po opuszczeniu murów więziennych rozpocząć pracę w małej firmie komputerowej na przedmieściach Paryża. Od maja bieżącego roku Kerviel coraz częściej pojawia się w mediach, utwierdzając w społeczeństwie swój wizerunek prostego faceta o skromnym pochodzeniu, który padł ofiarą potężnej instytucji. Oskarżony zdążył w międzyczasie opublikować swoje wspomnienia, które przedstawiają środowisko finansowe w bardzo niekorzystnym świetle.

Prof. Dominique Chabert, były wykładowca Kerviela z Uniwersytetu w Lyonie, opisuje go jako niczym nie wyróżniającego się studenta, który z całą pewnością nie należał do geniuszy. Mimo to w historii bankowości pozostanie niezapomnianą postacią przez długie lata.

Agnieszka Białczak





Komentarze do artykułu