Jak państwo dotuje przedsiębiorców, czyli 100 tys. nowych miejsc pracy za 3 mld zł

3 mld zł z Funduszu Pracy ma przyczynić się do powstania 100 tys. miejsc pracy dla młodych przewiduje nowelizacja ustawy o promocji zatrudnienia, którą Sejm przyjął w piątek 25 września. Nie da się jedną prostą ustawą zlikwidować bezrobocia wśród młodych. Jednak za pomocą ustawy da się przekazać wielkim korporacjom miliardy złotych na zmniejszenie kosztów zatrudnienia. I tak właśnie się stało.

Nowelizacja ustawy przewiduje dofinansowywanie tych pracodawców, którzy zgodzą się zatrudnić młodego do 30. roku życia. Przez pierwszych 12 miesięcy państwo będzie refundowało pensję zatrudnionego człowieka, ale tylko do kwoty będącej równowartością rocznej płacy minimalnej. By pracodawca nie musiał zwracać dofinansowania, musi po tym okresie zagwarantować zatrudnienie danego pracownika przez kolejny rok. Ustawa przedstawiana jest jako jeden z sukcesów rządu Ewy Kopacz.

Pierwszeństwo w refundacji będą mieli absolwenci szkół wyższych, którzy po raz pierwszy będą zatrudniani na podstawie umów o pracę. Zgodnie z zapowiedzią, w 2016 roku na ten cel mamy wydać 3 mld zł. Środki te mają być rozdzielone pomiędzy województwa i powiaty według specjalnego wzoru, gdzie największe znaczenie będzie miał współczynnik obliczany jako iloraz liczby bezrobotnych do 30 roku życia w danym województwie i liczby bezrobotnych do 30 roku życia w całym kraju. Wynika z niego np., że województwo lubuskie będzie mogło liczyć na 60 mln zł, a np. województwo pomorskie na ok. 100 mln zł.

Nie wiemy jaka jest skala problemów. Jak szacowano korzyści z wprowadzenia ustawy?

Bezrobocie wśród młodych do 30. roku życia wynosi ok. 20%. Do niedawna urzędy nie prowadziły statystyk liczby bezrobotnych do 30-tki, ponieważ młodego definiowano jako osobę do 24. roku życia. Dostęp do pełnych i reprezentatywnych danych jest trudny - część urzędów jeszcze nie wywiązuje się skutecznie ze zbieraniem i przesyłaniem informacji do GUS-u. Innymi słowy, tak naprawdę nie wiemy jaka jest sytuacja młodych do 30. roku życia na polskim rynku pracy – większość zgadza się, że jest trudna, ale nawet w uzasadnieniu ustawy brakuje dokładnych i precyzyjnych szacunków.

Skutki wprowadzenia programu prognozuje się w najprostszy możliwy sposób, tzn. ustalono kwotę pomocy (3 mld zł), którą następnie podzielono przez równowartość łącznych płacowych kosztów ponoszonych przez pracodawców oferujących pracownikom płacę minimalną (26772 zł). Otrzymano kwotę 112 tys. osób – z uzasadnienia ustawy, gdzie mówi się o potencjalnych 100 tys. miejsc pracy, wynika że przyjęty margines błędu wynosi 12 tys. etatów. W ten oto sposób projektodawcy popisali się znajomością matematyki na poziomie szkoły podstawowej.

Innymi słowy, w toku pracy nad ustawą nie pokuszono się o precyzyjne szacunki i badania, które np. zbadałyby jej negatywny wpływ na rynek pracy lub rzeczywistą chęć pracodawców do korzystania z tej formy wsparcia zatrudnienia. Projektodawcy ustawy nie byli tego wstanie zrobić, bo przecież nie ma żadnych oficjalnych i kompleksowych badań, które wyjaśniałyby rzeczywistą sytuację osób młodych na rynku pracy. Co interesujące, w trakcie prac nad ustawą uwagę na to zwracała m.in. Solidarność oraz Związek Powiatów Polskich. Może udałoby się zaoszczędzić kilkaset milionów złotych z obiecanych 3 miliardów, gdybyśmy takie badania zrobili? Może nawet udałoby się zaproponować coś lepszego?

Mały nie będzie ryzykować

Nie pokuszono się również o analizę zdolności małych przedsiębiorstw do podjęcia ryzyka zatrudnienia danego człowieka na okres dwóch lat przy założeniu, że będą musieli wygospodarować dla niego tylko roczną płacę plus ewentualny zwrot dofinansowania, gdyby np. firma musiała ciąć etaty po 1,5 roku od przyjęcia młodego do pracy.

Przekaz płynący z resortu pracy ogranicza się do stwierdzenia, że młody bezrobotny (pod warunkiem, że dowie się o istnieniu programu i spełni warunki urzędu pracy) będzie mógł przyjść do potencjalnego pracodawcy (który dopiero wtedy dowie się o takiej możliwości), że jest taki „fajny program” i „Ty możesz skorzystać na moim zatrudnieniu, a ja się czegoś nauczę”. To jest niepoważne. Szczęśliwie w ustawie zawarto mechanizm, który uniemożliwia zatrudnienie z dofinansowaniem osób, które tylko w tym celu wcześniej zwolniono, ale nie oszukujmy się - z pewnością nie jest on trudny do obejścia.

Wspieranie młodych na rynku pracy jest potrzebne i chwalebne. Kłopot w tym, że wsparcie opracowane przez rząd dotyczyć będzie dużych firm, a nie pracowników. Przede wszystkim dlatego, że dofinansowanie będzie oparte o środki zgromadzone w Funduszu Pracy, który zasilany jest ze składek płaconych przez pracowników. Płatnikiem tych składek jest pracodawca, ale to pracownik musi zarobić na całą swoją pensję, czyli nie tylko brutto, ale łącznie ze składkami po stronie płatnika.

Do kogo wsparcie jest kierowane? Na pewno nie do małych firm, których strategia zatrudnienia z reguły nie wybiega dalej niż na rok do przodu. Mały przedsiębiorca będzie bał się zatrudnić młodego z dofinansowaniem, bo jeśli np. pogorszy się jego sytuacja w biznesie to żeby nie zwracać dotacji będzie zmuszony zwolnić „starego pracownika”.

A kto na tym skorzysta?

W mojej opinii tylko wielkie firmy i korporacje, które i tak miały w planach zwiększyć zatrudnienie. W ich przypadku dofinansowanie jest korzystne, bo liczy się efekt skali – zatrudniając 200 nowych pracowników do pracy przy taśmie lub w call center, ryzyko zwrotu dotacji za część zwolnionych lub tych, którzy odeszli z innych przyczyn, będzie mniejsze niż korzyści jakie mogą uzyskać w ramach wsparcia. Ponadto ich plany rozwoju przedsiębiorstw zwykle opracowywane są na co najmniej 3 lata do przodu, zatem wiedzą dokładnie ile skorzystają, a ile ewentualnie mogą stracić. W ten oto sposób po raz kolejny raczej powinniśmy mówić o bezpośrednim transferze publicznych środków na konta firm, które tej pomocy nie potrzebują, niż o rzeczywistej promocji zatrudnienia młodych.

Wspierać należy wszystkich pracowników – nie tylko młodych. Można to robić w sposób mądry i kompleksowy, ale do tego potrzeba więcej odwagi, np. zmniejszając obciążenia do ZUS-u i jednocześnie zwiększając kontrole PIP-u tych firm, które nagminnie zatrudniają na umowy cywilnoprawne, wprowadzając zwolnienia podatkowe w zamian za wyższe płace, nie pobłażać tym, którzy z Polski robią tylko zaplecze taniej siły roboczej, ograniczać koszty firm związane z macierzyństwem, przejmować na barki państwa część kosztów związanych z odprawami, itp. Instrumentów jest mnóstwo, a my z uporem od lat realizujemy strategię wydawania pieniędzy zgromadzonych w Funduszu Pracy chociaż dobrze wiemy, że trwałość tak stworzonych miejsc pracy jest silnie skorelowania z ciągłością ich finansowania z budżetu państwa.

W pierwszej kolejności państwo powinno dokładnie zbadać potrzeby rynku pracy, zasadność stosowania niektórych przepisów a także znać oczekiwania pracowników, pracodawców i ich plany na przyszłość. Bez tego wydawanie publicznych pieniędzy można przyrównać do wycieczki niewidomego na strzelnicę – za którymś razem w końcu trafi w tarczę, ale wcześniej może kogoś zranić i przy tym zmarnuje „kilka magazynków publicznych pieniędzy”.

Łukasz Piechowiak

Źródło:

Newsletter Bankier.pl

Dodałeś komentarz Twój komentarz został zapisany i pojawi się na stronie za kilka minut.

Nowy komentarz

Anuluj
0 1 ~Adrian_W

W Polsce nie ma bezrobocia (albo jest ono marginalne), nie pracują ludzie którzy nie chcą pracować lub nie potrafią.

! Odpowiedz
1 0 ~TANDEM

Chociaż raz na dwadzieścia przeczytanych artykułów można być z jednego zadowolonym. BANKIER.PL czasami pisze na temat i mądrze. Dalej nie wiem gdzie jest Bogusław Półtorak.

! Odpowiedz
4 4 ~merlin

Nie trzeba być jasnowidzem pod kogo cała ta zagrywka, jak banki mają problemy ze ściąganiem należności to proszę, państwo dopłaci, tym najmniej zarabiającym żeby mieli z czego spłacać, jak firmy potrzebują rąk do pracy, proszę bardzo, strefa ekonomiczna i darmowi pracownicy. Toż to naprawdę zielona wyspa, tylko dla kogo???

Pokaż cały komentarz ! Odpowiedz
2 14 ~Rollins

Najogólniej tym zdrajcom chodzi o to, żeby wielkie, niepolskie korporacje, które drenują Polskę z pieniędzy na skalę niewyobrażalną, nie musiały nawet płacić pracownikowi - zrobi to nasz kraj.

! Odpowiedz
3 5 ~Rollins

Jakaś niezła tu cenzura, skoro moderator tylko usuwa.

! Odpowiedz
2 3 (usunięty)

(wiadomość usunięta przez moderatora)

! Odpowiedz
2 7 ~qwerty

kolejny głupi pomysł tego głupiego rządu ewki kopaczowej

! Odpowiedz
2 4 (usunięty)

(wiadomość usunięta przez moderatora)

! Odpowiedz
2 3 (usunięty)

(wiadomość usunięta przez moderatora)

! Odpowiedz
3 12 ~Anon444

Hhahhaah co za kretyn to wymyślił? Zamiast obniżyć podatek dochodowy, i stracić te 3 MLD ale zafundować ludziom więcej kasy na chleb, na który może nie starczać przez ten jeb**y podatek, to nie, lepiej zabrać im w podatku no i dać jego pracodawcy (tutaj korpo).

Ale zły pomysł wpadł mi do głowy którego nie zrobie ;D wiecie jaki?

Ktoś otwiera firme słupa, zatrudnia znajomych słupów, płaci im te 1700 z czego 500 podatku, razem dostają 1200.

Pracownik oddaje z 1200, całe 500zł szefowi (na poczet podatku za miesiac w przyszlym roku pracy)
Szef odkłada 500zł na podatki za kolejny rok.
Pracownikowi zostaje 700 do podziału z szefem.

Razem pracownik i szef dostają po 350zł za nic nie robienie. Wystarczą fikcyjne umowy o pracę.

Szef ma go na 2 lata, przez 1 rok płaci mu 350zł, przez drugi nic. A sam opłaca podatki przez cały rok i zarabia też te 350zł przez 1 rok ;D. Na drugi rok na umowie płaci kolegom 1700, a tak naprawdę to nic, tylko opłaca podatek z 1700 (czyli 500 które zabierał w poprzednim roku)

Co wy na taki wałek? Fantazjuje sobie, ale czemu ktoś miałby tak nie zrobić?

Pokaż cały komentarz ! Odpowiedz

Porównaj oferty

Sprawdź, które banki pożyczą pieniądze na najlepszych warunkach, i ile wyniesie miesięczna rata kredytu.

Znajdź najbardziej zyskowną lokatę bankową. Określ najważniejsze cechy, a wyszukiwarka wybierze najlepsze oferty.

Zapisz się na bezpłatny newsletter Bankier.pl