Brexit wpędził Polaków do poczekalni [Tam mieszkam]

Jedni powoli planują powrót, inni nie chcą myśleć o wyjeździe z Wielkiej Brytanii. Chociaż reakcje na Brexit wśród emigrantów z Polski są skrajnie różne, póki co wszyscy oni stoją w tym samym rzędzie. Tak długo, jak nieznane będą warunki pozostania na Wyspach, trudno układać dalsze życiowe plany.

– Nie mam zamiaru się stąd ruszać – mówi Adrian, który w Wielkiej Brytanii mieszka od prawie 12 lat. Przyznaje, że z takim stażem traktuje już Londyn jak swój dom. Z rozmowy z nim łatwo wywnioskować, że podoba mu się życie na Wyspach i nie zamierza na zapas martwić się konsekwencjami Brexitu. – Nie znam nikogo, kto chciałby wracać – przekonuje. Tego samego o sobie i swoich znajomych nie powiedziałaby Agnieszka, która – namawiana przez znajomych, którzy już się na to zdecydowali – bierze pod uwagę powrót do Polski. Gdyby Brexit przyniósł wizy albo utrudnienia w swobodnym podróżowaniu między Wielką Brytanią a Unią, mogłoby to znacząco wpłynąć na swobodę wyjazdów do rodziny. Czy tak się stanie – nie wiadomo, dlatego – tak jak inni – czeka na dalszy rozwój wydarzeń.

Agnieszka (z lewej) i Adrian (z prawej) - każde z nich wyprowadziło się do Wielkiej Brytanii ponad 10 lat temu.
Agnieszka (z lewej) i Adrian (z prawej) - każde z nich wyprowadziło się do Wielkiej Brytanii ponad 10 lat temu. (Bankier.pl)

Cierpliwość to teraz jedyne, na co muszą się zdobyć obcokrajowcy w Wielkiej Brytanii nie w pełni przekonani o tym, czy zostać, czy wyjeżdżać. 4,2 mln imigrantów nadal czeka, by dowiedzieć się, jaki będzie ich los – podkreślał serwis CNN jeszcze w tym roku, gdy premier zarysowała ogólny kierunek zmian. „W poczekalni Brexitu”, „Czekając na rzeczywistość”, „Brexitowa gra w czekanie” – to tylko niektóre z tytułów w brytyjskich mediach podkreślające, że wielu imigrantów na Wyspach najbliższy czas spędzi w zawieszeniu, intensywnie jak nigdy dotąd analizując różne scenariusze na przyszłość.

Żal możliwości

Teoretycznie wyjazd do Polski mógłby wiele kwestii ułatwić. Londyn to wysokie koszty życia, niepokojąco obniżający się poziom kształcenia w szkołach czy różnorodność kulturowa, dawniej traktowana jako walor, a dziś miewająca różne konsekwencje – wymienia Agnieszka. Jak mówi, wydatki idą w górę, a zarobki, które przyciągnęły do Anglii tak wielu Polaków, niechętnie podążają w tym samym kierunku. Będąc matką, wspólnie z mężem dalsze plany rodzinne snują, myśląc głównie o przyszłości dzieci. Stolica Królestwa, chociaż daje szerokie spektrum możliwości, by ciekawie spędzać czas z rodziną, coraz częściej budzi zastrzeżenia w zakresie jakości edukacji. A wybór szkoły, nawet podstawowej, uzależniony od miejsca zamieszkania, warunkuje dalsze tempo rozwoju ucznia. Coraz większy odsetek obcokrajowców sprawia, że w niektórych szkołach poziom nauki jest zaniżany poprzez początkowy brak znajomości języka angielskiego wśród dzieci. – Coraz częściej widać obniżenie ambicji wśród uczniów. Minęły czasy, kiedy dzieci chcą być lekarzami. W szkole specjalnej, w której pracuję, niektóre z nich potrafią powiedzieć, że w przyszłości chcą siedzieć w domu i żyć z benefitów – opowiada.

W praktyce wyjechać z Wielkiej Brytanii byłoby żal. Za jeden z największych atutów życia w tym kraju Agnieszka uważa możliwości zawodowe – to, że nikt nie ma problemu z tym, by przekwalifikować się, czy dokształcać bez względu na wiek. Londyn postrzega też jako miniaturę świata, co daje możliwość obcowania z różnymi kulturami, obyczajami czy kuchniami całego świata bez konieczności ruszania się z miasta. Podobne spostrzeżenia ma Adrian: – Czasem wystarczy przejechać się do innej dzielnicy, żeby poczuć się jak na innym kontynencie. Tak jak Agnieszka podkreśla też perspektywy na lokalnym rynku pracy.  – Ktoś, kto w Polsce kopał rowy, po przyjeździe do Wielkiej Brytanii może zostać kierownikiem, bo tutaj nikt nie pyta się ciebie o wykształcenie - liczy się tylko to, co umiesz i co chciałbyś robić. Mam wielu znajomych, którzy zaczynali tu od zera, a dzisiaj pełnią menedżerskie stanowiska. W Anglii do tego wystarczą chęci, cierpliwość, no i angielski – opowiada. W Londynie pasuje mu też podejście ludzi do drugiego człowieka („z uśmiechem na twarzy, co rzadko zdarza się w Polsce”), ale też szybkość i bezproblemowość w załatwianiu urzędowych spraw („w większości przypadków nawet nie trzeba ruszać się z domu”). Z Adriana trudno wydobyć informacje o tym, na co narzeka w Londynie. Podkreśla głównie „za mało zdecydowaną”, jak mówi, pogodę.

Z ostatniej edycji badania „Expat Insider” porównującego jakoś życia ekspatów w różnych krajach wynika, że pogoda przeszkadza ponad połowie wyjeżdżających tam do Anglii specjalistów. 60% ankietowanych traktuje ją jako czynnik najbardziej zniechęcający do emigracji do tego kraju. Za największą bolączkę uważane są jednak wysokie koszty życia, w tym bardzo dotkliwe ceny nieruchomości. Jako największy walor przeprowadzki do Londynu ekspaci wskazują natomiast możliwości zawodowe - 73% ankietowanych pozytywnie oceniało dalsze możliwości rozwoju swojej kariery, w szczegółowym rankingu najlepszych krajów pod tym względem Wielka Brytania zajmuje dobrą, czternastą pozycję.

W rozmowach z Polakami na temat walorów i niedogodności życia w Wielkiej Brytanii za każdym razem pojawia się jeszcze jeden argument przemawiający za wyjazdem – odległość od rodziny, wychowywanie dzieci bez dziadków, kuzynów, konieczność radzenia sobie samemu, niemożność skorzystania ze wsparcia najbliższych. Ten powód jednych emigrantów wypycha do Polski skuteczniej niż deszcz, u drugich z kolei wciąż przegrywa z większymi pieniędzmi i lepszą jakością życia na Wyspach. Jest też grupa, która w Londynie skorzystała z zawodowych możliwości, ale trafiła na szklany sufit. Teraz Polska to dla nich szansa na wejście na wyższy pułap.

Ci, którzy wyjeżdżali do Anglii zaraz po 2004 roku, coraz silniej czują, że najwyższy czas rozstrzygnąć te osobiste pojedynki. – Wielu Polaków, tak jak ja, przyjechało do Wielkiej Brytanii zaraz po 2004 roku i myślę, że dla nas to najwyższy czas, żeby zdecydować, czy zostać tu na stałe, czy wracać. Istnieje bowiem ryzyko zasiedzenia się – później wrócić jest jeszcze trudniej – mówiła w jednej z rozmów z cyklu „Tam mieszkam” mieszkająca w Londynie Aneta Buchert. Brexit znowu wywołał temat powrotów do tablicy. W zależności od finalnych warunków pobytu obcokrajowców w Wielkiej Brytanii różne będą finały wyjazdów. To, że potencjalnie nieprzyjazne scenariusze niby są już za rogiem, a jednak nie wiadomo nic na ich temat, nie ułatwia planowania najbliższej przyszłości.

Niewiedza drogą do obaw

– Wiem jedno - jeżeli Brexit miałby być „twardy”, to Wielka Brytania tylko na tym straci, bo kto zastąpi tych wszystkich imigrantów pracujących w najsłabiej opłacanych zawodach: w restauracjach, barach, sklepach, szpitalach czy transporcie publicznym? Generalnie bardzo spokojnie podchodzę to tego tematu – nie mamy na to wpływu i trzeba będzie pogodzić się z decyzjami, jakie zostaną przyjęte, czy nam się to będzie podobać, czy nie – opowiada o możliwych dalszych losach imigrantów Adrian. Żywi przy tym nadzieję, że będzie to miękkie lądowanie i po rozstaniu z Unią Europejską w jego brytyjskim życiu wiele się nie zmieni. Nadzieja to jedno z głównych kryteriów rozpatrywania dalszych efektów Brexitu - na wiedzę jest nadal za wcześnie, a sygnały w tej sprawie są różne.

Wielu nie wierzyło, że w czerwcowym referendum Brytyjczycy zagłosują za opuszczeniem Unii Europejskiej. Podobnie duże zaskoczenie miało miejsce w styczniu br., gdy premier Theresa May ogłosiła, że Wielka Brytania zmierza w stronę „twardej” wersji tego rozwodu. Dzisiaj wypada spodziewać się każdego scenariusza. Z badania opublikowanego w marcu br. przez serwis yougov.com wynika, że zdaniem 32% Brytyjczyków „twardy” Brexit byłby dla Wielkiej Brytanii dobrym rozwiązaniem. Sama premier zapewnia, że warunki przyjmowania imigrantów powinny być adekwatne do warunków osiedlania się Brytyjczyków w krajach Unii. Zabezpieczenie praw obywateli krajów Wspólnoty mieszkających już w Wielkiej Brytanii ma być pierwszym z tematów dyskutowanych w ramach negocjacji nt. konsekwencji Brexitu – zapowiedział w tym miesiącu Guy Verhofstadt, negocjator PE ds. wyjścia Wielkiej Brytanii z UE.

Jak na razie przedmioty obaw i domysłów dotyczą kształcenia, pracy, kwestii rodzinnych i obywatelskich. – Ludzie się boją o swoje firmy, o to, że będą się musieli rozdzielić z rodzinami. Niektórzy wręcz nie chcą wyjechać z Wielkiej Brytanii na wakacje, bo obawiają się, że nie będą mogli wrócić – mówiła podczas publicznego wysłuchania w tej sprawie w Parlamencie Europejskim Cecilia Wikstroem, szefowa parlamentarnej komisji petycji (PETI). Wiceprzewodnicząca komisji PE ds. zatrudnienia  Renate Weber zwraca uwagę, że najbardziej o swój los obawiają się obywatele UE, którzy studiują albo pracują w Wielkiej Brytanii: – Dzisiaj na Wyspach studiuje 125 tys. Europejczyków i nie wiedzą, czy po Brexicie nie wzrośnie m.in. czesne za ich studia.

– Po referendum ws. Brexitu zaczęły się problemy – twierdzi Anne-Laure Donskoy z grupy "3 miliony", oddolnej inicjatywy założonej przez mieszkających w Wielkiej Brytanii obywateli UE. – Ciężko jest znaleźć mieszkanie, otworzyć rachunek bankowy, obywatele UE zaczynają być w Wielkiej Brytanii jawnie dyskryminowani. Największe obawy mają obywatele unijni, których status na Wyspach jest niepewny, bo nie posiadają pozwolenia na pobyt, o które nigdy nie wnioskowali, bo też nikt od nich tego nie wymagał. Teraz obawiają się, że ich status znacznie się pogorszy. Jeśli negocjacje ws. Brexitu zakończą się niepowodzeniem, to z pewnością tak będzie – uważa.

Nie taki powrót łatwy

– Gdybyśmy nawet wrócili, na ten moment nie wiem, jakie możliwości miałby mój mąż jako obcokrajowiec. Proces osiedlania się Brytyjczyków w innych krajach Unii potencjalnie może być utrudniony i nieprzychylny nam – zastanawia się głośno Agnieszka, teoretyzując na temat wyprowadzki z Londynu do rodzinnego Białegostoku. Pod znakiem zapytania stoi też rozwiązanie kwestii szkoły dla starszego syna, niewiadomą jest też jego obecna niechęć do mówienia po polsku. Gdyby mieli wyjeżdżać, to tylko mając już w Polsce gotowe mieszkanie i pracę, emigracja w ciemno raczej nie wchodzi w grę. Ponad 10 lat w Wielkiej Brytanii w zupełności wystarczyło, żeby ułożyć sobie życie. Z tej perspektywy powrót wydaje się rewolucją.

Na uruchomionej w ramach Zielonej Linii stronie powroty.gov.pl widać, że lista potencjalnie problematycznych kwestii związanych z powrotem do kraju nie jest krótka. Zaczyna się na formalnościach niezbędnych do dopełnienia jeszcze przed powrotem (np. mieszkanie, podatki, świadczenia społeczne), dotyczy samej przeprowadzki (przewóz rzeczy), spraw urzędowych już w Polsce (prawo jazdy, PESEL, NIP), możliwości zawodowych (referencje, uznawanie kwalifikacji zdobytych za granicą), na kwestiach rodzinnych (członkowie rodziny – cudzoziemcy) i psychologicznych (szok kulturowy, stres) kończąc. Zdarza się, że to, co wiedzie niektórych do Polski, już na miejscu okazuje się rozczarowaniem. Zmiana otoczenia bywa trudnym do przejścia szokiem dla starszych dzieci, wyobrażenia o zawodowych możliwościach nad Wisłą nijak się mają do zmiennego przecież rynku pracy, a korzyści z bliskości rodziny nie rekompensują kompromisów, na które trzeba było pójść na innych polach.

– Wiele osób chciałoby, żeby ułatwić im proces ewentualnej przeprowadzki i jestem przekonana, że gdyby nam się udało, inni poszliby za ciosem, mając kogo zapytać, co i jak zrobić, żeby wrócić do Polski – mówi Agnieszka, która prowadząc kanał na YouTube, już teraz spotyka się zainteresowaniem widzów tym tematem. Jak mówi, dla niej jako internetowego twórcy przeprowadzka do Polski mogłaby być nową szansą. Z Londynu vloguje też Adrian – choć w jego przypadku to właśnie to miasto jest siłą napędową kanału, między innymi dlatego na temat przenosin ma inne zdanie. Oprócz tego każde z nich ma swoją zawodową ścieżkę – Agnieszka pracuje w szkole specjalnej, Adrian tworzy muzykę w teatrze. To także jest nie bez znaczenia dla dalszych kroków. Czy słusznych – na odpowiedź trzeba będzie poczekać.

Malwina Wrotniak-Chałada

Agnieszka mieszka w Londynie od 2005 roku, pracuje w szkole specjalnej, o życiu w Wielkiej Brytanii opowiada na YouTube jako nieesia25.

Adrian mieszka w Londynie od 2005 roku, pracuje jako twórca muzyki w teatrze, po stolicy Wielkiej Brytanii oprowadza na YouTube jako uRban W Londynie.

Mieszkasz za granicą albo wróciłeś do Polski z emigracji? Daj nam znać. Napisz e-mail albo odezwij się na Twitterze. Zobacz też: tammieszkam.pl.

Źródło:

Newsletter Bankier.pl

Dodałeś komentarz Twój komentarz został zapisany i pojawi się na stronie za kilka minut.

Nowy komentarz

Anuluj
0 3 ~Required

Nie mam nic przeciwko emigrantom. Myślę też, że z UK nie wyrzucą emigrantów, ponieważ byli oni tam od zawsze. Wydaje mi się, że każdy powinien znaleźć swoje miejsce do życia bez względu na to skąd pochodzi. Jednak wkurza mnie fakt, że większość moich znajomych co wyjechali to generalnie mają genialny plan powrotu do Polski na emeryturę bo tutaj za ich zagraniczną najmniejszą będą żyć jak paniska, a za polską najniższą nie przezyjesz

Pokaż cały komentarz ! Odpowiedz
0 2 ~london

Przyklad, minimalna pensja na Wyspach (w Londynie takze, choc w teorii jest wyzsza) dla osob w wieku of 25 lat to obecnie £7.50 na godzine brutto. Caly etat to 37.5 godz tyg (moze byc wiecej), a wiec po odliczeniu podatku i nin to ok.1100 funtow netto mc. Koszt wynajecia pokoju w Londynie 600-800 funtow...Kawalerki min.1000-1100 f. Cos jeszcze? Zaraz napiszecie, ze przeciez nie kazdy mieszkajacy w uk zarabia najnizsza krajowa, owszem, problem w tym, ze coraz wiecej pracodawcow oferuje taka wlasnie stawke, a mimo to, ze utrzymac sie za takie pieniadze jest naprawde ciezko (szczegolnie w stolicy i okolicach) to konkurenacja i tak jest ogromna. Jaki z tego wniosek? Uk nie jest takim cudownym krajem, jak to niektorzy przedstawiaja. Trzeba zarabiac naprawde dobre pieniadze byc moc tutaj godnie zyc...

Pokaż cały komentarz ! Odpowiedz
0 8 ~Teresa

Wrocilismy w sierpniu po 10 latach. Moj syn, urodzony i wychowany w UK swietnie sie zaklimatyzowal i nie chce nawet slyszec o wyjezdzie (turystycznym!) do UK mimo, ze mielismy tam fajne zycie. Jedyne czego mi zal to przyjaciol, ale Ci Polscy tez wkrotce wyjezdzaja wiec mimo, iz w inne strony Polski, bedziemy utrzymywac kontakt :-)

! Odpowiedz
5 3 ~Zwiastun

Ci , ktorzy chca wrocic do Polski musza wziac pod uwage fakt, ze wielu naszych przedsiebiorcow nie chce ich zatrudniac.

! Odpowiedz
6 6 ~yes

Ciekawe kto jest frajerem a kto życiowym cwaniakiem. Ten kto wyjechał i ma wszystko w nosie i przysyła te skromne 500zł alimentów na swoje dziecko w kraju lub starych rodziców, czy ten kto samotnie wychowuje w kraju dziecko pracuje i jeszcze zajmuje się starymi rodzicami. Czas skończyć z opinią , że z kraju wyjechali najlepsi.

! Odpowiedz
1 1 ~maryna

niech złodzieje zaczną oddawać pieniądze z koryta, to może pensja minimalna wzrośnie z żałosnych 1400 złotych na rękę.. uwłaczające

! Odpowiedz
0 5 ~Dracula

Pisanie że drogie jest życie w Anglii na podstawie życia w Londynie jest trochę jałowe Zarobki w stolicy Anglii są prawie takie jak w większości miejsc w tym kraju Ceny w Londynie są nie jedno krotnie (wynajem mieszkań) 5 razy wyższe niż poza stolicą Praca jest wszędzie nikt nikomu nie każe mieszkać w przysłowiowym Londynie bo niejednokrotnie ludzie którzy tak głośno mówią że mieszkają w Londynie tak naprawdę mieszkają w jakiś strefach Londynu gdzie jest tanio Ą takie artykuły gdzie tak naprawdę dopiero 22 maja będą rozmowy na temat Brexitu spędzają tych panikarzy w jeszcze większą panikę Gdzie potem na jakimś portalu pisamaki wymyślają niezmierzone rzeczy jak to Polacy uciekają z Anglii i temu podobne bzdury Ja nie znam nikogo kto by mówił o powrocie do Polski mieszkam w UK 14 lat mam wielu znajomych i nikt nie myśli o jakim ktolwiek powrocie

Pokaż cały komentarz ! Odpowiedz
2 5 ~Mietek

Do 2050 Europa będzie potrzebowała 30-40milionow emigrantów do pracy.
Liczba samochodów na Świecie z 8bilionow podwoi się do tego roku.
Powiedzcie co Anglia zrobi bez emigrantów ja wszyscy wyjadą.
Aby w państwie gospodarka sie rozwijała potrzebni są pracownicy. Chyba oni nie myślą ze zastapia Europejczyków ludźmi z 3-krajów , przecież oni nie chcą pracować. Jak zapłacą tym Anglika którzy idą w tym roku na emeryturę a jest ich sporo , ktoś nawet powiedział ze 3 miliony z nich nawet nie przepracowało jednego dnia.
Moim zdaniem dobrze zrobili ze wychodzą z uni, byłem ostatnio w Londynie , tam nie prawie żadnych Anglików, tracą swoją tożsamość narodowa. Moim zdaniem
Kilka lat może być ciężkich a pozniej staną sie potęgą. Będą wprowadzać do siebie tylko tych co będą potrzebować.Jak by tego nie zrobili niedługo cała Rumunia by tu przyjechała i inne buraki a przecie Wy tez ich nie chcecie tutaj.
Wiec nie martwcie sie Będzie Ok

Pokaż cały komentarz ! Odpowiedz
0 0 ~robot

błąd, do 2050 pracę w wielu branżach będą zastępowały ROBOTY, więc raczej będą potrzebni ludzie - specjaliści. Przyszłość będzie potrzebowała coraz mniej ludzi do pracy

! Odpowiedz
2 8 ~Kazik

Nie ma co tragizowac. W Anglii sie wiecej zarobic ale wiecej wyda. Ja lepsze prace mialem w Polsce. Jakbym mogl wrocic do Urzedu w ktorym pracowalem to juz by mnie tu nie bylo

! Odpowiedz

Porównaj oferty

Sprawdź, które banki pożyczą pieniądze na najlepszych warunkach, i ile wyniesie miesięczna rata kredytu.

Znajdź najbardziej zyskowną lokatę bankową. Określ najważniejsze cechy, a wyszukiwarka wybierze najlepsze oferty.

Porównaj i kup ubezpieczenia turystyczne

Znajdź nas na Facebooku

Zapisz się na bezpłatny newsletter Bankier.pl