"Róża" Smarzowskiego: Ten film jest jak granat rozwalający ser
Autor | ~nnn [178.43.127.*]
2012-02-07 20:46
"Roża" jest filmem genialnym. Często nadużywa się tego słowa. W tym przypadku jest ono adekwatne. Dlaczego? Bo Smarzowski pokazał piekielne, czyste zło nazizmu, komunizmu i w końcu dramat wypędzanych ze swoich domów Mazurów. Bo twórcy pokazują etos AK-owców i nikczemność bolszewików. Bo jest to film o upodleniu człowieka przez człowieka. I jest to film o bezwarunkowej miłości.
Trudno jest zrozumieć dlaczego ten wielki film przegrał Złote Lwy na rzecz "Essential Killing" Jerzego Skolimowskiego. Doprawdy nie wiem co kierowało jury, by główną nagrodę wręczyć poprawnemu politycznie, antyamerykańskiemu obrazowi Skolimowskiego zamiast nagrodzić tego najwybitniejszego filmu ostatniej dekady. Na szczęście większość dziennikarzy była zgodna, że to "Róża" jest moralnym zwycięzcą ostatniego festiwalu w Gdyni. Podczas gdy Skolimowski pokazywał cierpienie niesłusznie oskarżonego o terroryzm więźnia (co jest marginalnym problemem), Smarzowski pokazuje apokalipsę całego pokolenia Polaków i Mazurów, oraz upadek polskiego państwa, które do dziś nie podniosło się po komunistycznej niewoli. Na dodatek twórca "Domu Złego" opowiada na nowo dzieje zapomnianych ofiar. I robi to w sposób bardzo uniwersalny. Oglądając film Smarzowskiego miałem wrażenie, że przenoszę się na dziki zachód. Zgadzam się z Andrzejem Bukowieckim, który w serwisie portalfilmowy.pl zauważył, że "Róża" to "western" drastyczny, który nakręciłby Sam Peckinpah, gdyby był polskim reżyserem. Różnica jest niestety taka, że o ile dzieła Packinpaha były umownym "baletem śmierci" (pamiętacie umierającego Billy Kida w rytm piosenki Dylana?) to film Smarzowskiego jest do bólu realistyczną opowieścią o rzezi jakiej dokonano na „ziemiach odzyskanych”. U Peckinpaha mieliśmy twardzieli strzelających dla zabawy, u Smarzowskiego mamy bohaterów oddających życie w imię honoru i ofiary cierpiące katusze tylko dlatego, że byli Mazurami. Trudno nie zauważyć, że reżyser wraz ze znakomitym operatorem Piotrem Sobocińskim juniorem i autorem przyprawiającej dreszcz muzyki, celowo odnieśli się do tego klimatu. Rzeź Mazurów można porównać do rzezi osadników amerykańskich prerii czy nawet masakry rdzennych mieszkańców Ameryki.
"Na tyłach historii"
Siegfired Lenz napisał, że Mazurzy żyli na tyłach historii. To zdanie dobrze pokazuje kim byli Mazurzy i dlaczego tak niewiele o nich dziś wiemy. Pozwolę sobie na dłuższy cytat z tekstu o "Róży" jaki popełnił publicysta Dariusz Jarosiński, który żyje na Mazurach i zna je jak mało kto. "Ta wiejska społeczność południowych kresów Prus Wschodnich formowała się przez niemal siedem stuleci. Tworzyli ją osadnicy z pobliskiego Mazowsza, Niemiec, tworzyli ją też wygnańcy za wiarę – hugenoci francuscy, czy przybyli z okolic Salzburga protestanci, duży odsetek stanowili potomkowie starożytnych Prusów, którzy zasymilowali się z miejscową ludnością. Z różnych nacji, kulturowych, historycznych doświadczeń utworzyła się, wyodrębniła społeczność, którą nazwano niedawno, bo dopiero 170 lat temu, Mazurami. Historycy twierdzą, że moment integracji tej grupy etnicznej nastąpił pod koniec pierwszej połowy XIX stulecia. Wyróżniającymi tę społeczność cechami była gorliwa religijność, silne przywiązanie do tradycji, konserwatyzm, protestancki etos pracy. […] Obok Biblii ich ważną księgą – skarbnicą mądrości i religijności - był zbiór pieśni pt. "Nowo wydany kancjonał pruski (…)", opracowany w języku polskim w I połowie XVIII stulecia przez pastora Jerzego Wasiańskiego. Kancjonał, zwany mazurskim, zawiera 904 pieśni, w tym m.in. utwory Jana Kochanowskiego; wydawany był w Królewcu, do roku 1926 ukazało się około 150 jego wydań. Język polski był językiem modlitwy, językiem w którym Mazurzy rozmawiali z Panem Bogiem. Pod koniec lat 30. nabożeństwa w języku polskim dla Mazurów były ograniczane. Starszemu pokoleniu Mazurów nie odebrano jednak prawa do ich tradycji, kultury, języka mazurskiego. Młodzi Mazurzy byli poddani indoktrynacji hitlerowskiej, tak samo jak ich rówieśnicy w Rzeszy - w Berlinie, czy w Koblencji" - zauważa publicysta i dodaje, że "z faktu, iż Mazurzy nosili najczęściej polskie nazwiska, mówili gwarą języka polskiego, czyli po mazursku, nie należy wyciągać wniosku, że "czuli się Polakami", "tęsknili za Polską", jak to przedstawiała komunistyczna propaganda uzasadniająca przyłączenie tych ziem do Polski po wojnie. Mazurzy byli Mazurami - z cechami społeczności pogranicza, nieostrej tożsamości narodowej. Szacuje się, że po wojnie, w latach 1946 -1947, zostało ok. 100 tysięcy Mazurów; dzisiaj na swojej rodzinnej ziemi żyje około 5 tysięcy Mazurów”. Dzięki filmowi Smarzowskiego w końcu dowiadujemy się o losach tej społeczności, która na równi z Niemcami była wypędzana ze swoich majątków przez komunistycznych zbrodniarzy. Michał Szczerbic, autor scenariusza "Róży", który od jakiegoś czasu mieszka na Mazurach przekonywał w wywiadzie dla olsztyńskiego pisma "Debata", że zwykła powinność nakazywała mu napisać o Mazurach. "Wiedziałem od początku, że ten film może zrobić tylko Wojtek Smarzowski. Nasze poglądy długo się ucierały. Dzisiaj wiem, że powstał film wybitny"- mówił.
więcej:
http://wolnapolska.pl/index.php/Kultura/2012020715200/qroaq-smarzowskiego-ten-film-jest-jak-granat-rozwalajcy-serce/menu-id-206.html
Trudno jest zrozumieć dlaczego ten wielki film przegrał Złote Lwy na rzecz "Essential Killing" Jerzego Skolimowskiego. Doprawdy nie wiem co kierowało jury, by główną nagrodę wręczyć poprawnemu politycznie, antyamerykańskiemu obrazowi Skolimowskiego zamiast nagrodzić tego najwybitniejszego filmu ostatniej dekady. Na szczęście większość dziennikarzy była zgodna, że to "Róża" jest moralnym zwycięzcą ostatniego festiwalu w Gdyni. Podczas gdy Skolimowski pokazywał cierpienie niesłusznie oskarżonego o terroryzm więźnia (co jest marginalnym problemem), Smarzowski pokazuje apokalipsę całego pokolenia Polaków i Mazurów, oraz upadek polskiego państwa, które do dziś nie podniosło się po komunistycznej niewoli. Na dodatek twórca "Domu Złego" opowiada na nowo dzieje zapomnianych ofiar. I robi to w sposób bardzo uniwersalny. Oglądając film Smarzowskiego miałem wrażenie, że przenoszę się na dziki zachód. Zgadzam się z Andrzejem Bukowieckim, który w serwisie portalfilmowy.pl zauważył, że "Róża" to "western" drastyczny, który nakręciłby Sam Peckinpah, gdyby był polskim reżyserem. Różnica jest niestety taka, że o ile dzieła Packinpaha były umownym "baletem śmierci" (pamiętacie umierającego Billy Kida w rytm piosenki Dylana?) to film Smarzowskiego jest do bólu realistyczną opowieścią o rzezi jakiej dokonano na „ziemiach odzyskanych”. U Peckinpaha mieliśmy twardzieli strzelających dla zabawy, u Smarzowskiego mamy bohaterów oddających życie w imię honoru i ofiary cierpiące katusze tylko dlatego, że byli Mazurami. Trudno nie zauważyć, że reżyser wraz ze znakomitym operatorem Piotrem Sobocińskim juniorem i autorem przyprawiającej dreszcz muzyki, celowo odnieśli się do tego klimatu. Rzeź Mazurów można porównać do rzezi osadników amerykańskich prerii czy nawet masakry rdzennych mieszkańców Ameryki.
"Na tyłach historii"
Siegfired Lenz napisał, że Mazurzy żyli na tyłach historii. To zdanie dobrze pokazuje kim byli Mazurzy i dlaczego tak niewiele o nich dziś wiemy. Pozwolę sobie na dłuższy cytat z tekstu o "Róży" jaki popełnił publicysta Dariusz Jarosiński, który żyje na Mazurach i zna je jak mało kto. "Ta wiejska społeczność południowych kresów Prus Wschodnich formowała się przez niemal siedem stuleci. Tworzyli ją osadnicy z pobliskiego Mazowsza, Niemiec, tworzyli ją też wygnańcy za wiarę – hugenoci francuscy, czy przybyli z okolic Salzburga protestanci, duży odsetek stanowili potomkowie starożytnych Prusów, którzy zasymilowali się z miejscową ludnością. Z różnych nacji, kulturowych, historycznych doświadczeń utworzyła się, wyodrębniła społeczność, którą nazwano niedawno, bo dopiero 170 lat temu, Mazurami. Historycy twierdzą, że moment integracji tej grupy etnicznej nastąpił pod koniec pierwszej połowy XIX stulecia. Wyróżniającymi tę społeczność cechami była gorliwa religijność, silne przywiązanie do tradycji, konserwatyzm, protestancki etos pracy. […] Obok Biblii ich ważną księgą – skarbnicą mądrości i religijności - był zbiór pieśni pt. "Nowo wydany kancjonał pruski (…)", opracowany w języku polskim w I połowie XVIII stulecia przez pastora Jerzego Wasiańskiego. Kancjonał, zwany mazurskim, zawiera 904 pieśni, w tym m.in. utwory Jana Kochanowskiego; wydawany był w Królewcu, do roku 1926 ukazało się około 150 jego wydań. Język polski był językiem modlitwy, językiem w którym Mazurzy rozmawiali z Panem Bogiem. Pod koniec lat 30. nabożeństwa w języku polskim dla Mazurów były ograniczane. Starszemu pokoleniu Mazurów nie odebrano jednak prawa do ich tradycji, kultury, języka mazurskiego. Młodzi Mazurzy byli poddani indoktrynacji hitlerowskiej, tak samo jak ich rówieśnicy w Rzeszy - w Berlinie, czy w Koblencji" - zauważa publicysta i dodaje, że "z faktu, iż Mazurzy nosili najczęściej polskie nazwiska, mówili gwarą języka polskiego, czyli po mazursku, nie należy wyciągać wniosku, że "czuli się Polakami", "tęsknili za Polską", jak to przedstawiała komunistyczna propaganda uzasadniająca przyłączenie tych ziem do Polski po wojnie. Mazurzy byli Mazurami - z cechami społeczności pogranicza, nieostrej tożsamości narodowej. Szacuje się, że po wojnie, w latach 1946 -1947, zostało ok. 100 tysięcy Mazurów; dzisiaj na swojej rodzinnej ziemi żyje około 5 tysięcy Mazurów”. Dzięki filmowi Smarzowskiego w końcu dowiadujemy się o losach tej społeczności, która na równi z Niemcami była wypędzana ze swoich majątków przez komunistycznych zbrodniarzy. Michał Szczerbic, autor scenariusza "Róży", który od jakiegoś czasu mieszka na Mazurach przekonywał w wywiadzie dla olsztyńskiego pisma "Debata", że zwykła powinność nakazywała mu napisać o Mazurach. "Wiedziałem od początku, że ten film może zrobić tylko Wojtek Smarzowski. Nasze poglądy długo się ucierały. Dzisiaj wiem, że powstał film wybitny"- mówił.
więcej:
http://wolnapolska.pl/index.php/Kultura/2012020715200/qroaq-smarzowskiego-ten-film-jest-jak-granat-rozwalajcy-serce/menu-id-206.html
« Poprzednia wiadomość
|
Następna wiadomość »
- "Róża" Smarzowskiego: Ten film jest jak granat rozwalający ser ~nnn, 2012-02-07 20:46
- Róża Smarzowskiego Ten film jest jak granat rozwalający serce ~nnn, 2012-02-07 20:50
- Re: Róża Smarzowskiego Ten film jest jak granat rozwalający serce ~centurion z Galicji , 2012-02-07 21:52


Utwórz nowy wątek
|
|
|