Zarabiaj z nami | Logowanie | Newsletter | Forum | Blogi

Polacy toną w długach

Autor  |  ~Przemysław z Krakowa [89.174.120.*]    2009-11-17 17:10
+  Przeczytaj komentowany artykuł
Tydzień temu była na ten temat dyskusja w radiu (Jedynka, Wtorek 10.11, 20:10, reportaże) z udziałem m.in. człowieka ze Związku Banków Polskich, który przez 40 minut nie był w stanie wykazać się niczym, prócz obrzucania dłużników oskarżeniami o „nieuczciwość”. Słuszne uwagi redaktora i współrozmówczyni z organizacji konsumenckiej, że te sprawy są o wiele bardziej skomplikowane, ignorował, lub odpowiadał nie na temat. Mija tydzień, a tu mamy taki artykulik, w którym znowu jest masa błędów. Oto najważniejsze z nich:

„Niestety później to nie jest wytłumaczenie, że zaciągnąłem kredyt, bo mi go "wcisnął" bank.”
- Udowodnienie tego może być trudne. Ja sam, mimo całkowitego braku inicjatywy w tym kierunku, byłem wielokrotnie namawiany, a pewnego razu dziesięć minut zajęło mi kobiecie w banku wytłumaczenie, że nie chcę karty kredytowej. Ja jestem uparty, ale nie każdy taki jest, więc, więc „wciśnięcie kredytu” w pewnym momencie było całkiem realne, a wciśnięcie karty kredytowej – w swoim czasie było zapewne bardzo częste.
- Dodam jeszcze, że w swoim czasie często słyszało się o długach wyprodukowanych przez same banki. Zwykle chodziło o końcówki, czy jakieś drobne opłaty. Jednak bank, zamiast uczciwie poinformować klienta, że ma dopłacić kilkanaście-kilkadziesiąt złotych, czekał kilka lat, naliczał odsetki, także karne, a potem się dziwił, że klient nie ma z czego tego zapłacić. A wystarczyło być uczciwym i sprawa byłaby załatwiona w tydzień!

„średnio jedna osoba na kilka czyta przed podpisaniem umowę kredytową „od deski do deski”. Leniwi tłumaczą się, że umowy kredytowe są skomplikowane.”
- Prawnicy, niektórzy doradcy, czy ludzie z organizacji konsumenckich mówią to samo. I co? Też są „leniwi”? Może należałoby zająć się upraszczaniem umów, a nie opluwaniem ludzi, którzy ich nie rozumieją. Z resztą, spotkałem się z kilkoma pracownikami banków, którzy mieli wielkie problemy z rozmową o o wiele prostszych sprawach.

„Lepiej więc znajdować wspólny język.”
- A jak bankowiec, czy windykator nie rozumie języka powszechnie używanego w naszym kraju? Dla wspomnianej przeze mnie pracownicy banku stwierdzenie „nie potrzebuję karty kredytowej” było zupełnie niezrozumiałe. Uzasadnienie braku winy dłużnika w kłopocie jest o wiele bardziej skomplikowane, co nie zmniejsza prawdziwości tegoż.

„Trwanie w uporze lub nawet zbyt uległy konformizm może doprowadzić do eskalacji działań windykacyjnych, a to generuje dodatkowe koszty długu w tempie ekspresowym.”
- Co jest zupełnie bezsensowne, trudno bowiem oczekiwać, że dłużnik spłaci wyższy o rozmaite kary dług, skoro miał problemy ze spłacaniem niższego.

„pozwolić sobie pomóc”
- Jeśli strasznie, nachodzenie, czy rozpuszczanie plotek wśród sąsiadów nazywamy pomocą... (w programie radiowym powiedziane zostało i poparte wieloma przykładami, że to są normalne metody windykatorów). O ile wiem, trzeba się po taką pomoc samemu upominać, ale... bardzo przyjemnie się o tym pisze, samemu takiego problemu nie mając. Przerażony człowiek inaczej myśli, a i ta "pomoc" wcale nie musi być taka efektywna.

W artykule brakuje również informacji o tym, ilu dłużników jest „katastroficznych”, a ilu faktycznie nierzetelnych i oszustów. Kiedyś słyszałem, że jakieś 90% ludzi popada w długi bez własnej winy. Bywają ofiarami przestępstw, grupowych zwolnień z pracy, klęsk żywiołowych, czy chorób. A banki, zamiast pomagać, nakładają na nich kary, co powoduje pogorszenie sytuacji.

Podsumowując, banki często same sobie są winne, że sytuacja tak, a nie inaczej wygląda. Jak często i w jakim stopniu? Nie wiem, ale warto by się było nad tym zastanowić.
Przepraszam za długi wpis i pozdrawiam.



« Poprzednia wiadomość   |   Następna wiadomość »
Sortowanie:     Pokaż treść wszystkich   « Najstarsza   Najnowsza »