Najistotniejsze kryteria przy dobrze banku
źródło: Rzeczpospolita
Jak się okazuje odległość placówki od domu lub drogi do pracy, jeszcze do niedawna główny argument dużych banków przeciwko bankom wirtualnym, w przeciągu dwóch lat gwałtownie stracił na znaczeniu. Różnice mogą być jeszcze większe, jeśli sięgnie się po inne badania z 2001 roku przeprowadzone przez Centrum Badań Marketingowych Indicator, z których wynikało, że najważniejszym kryterium wyboru banku było właśnie bliskie położenie oddziału od miejsca zamieszkania. Był to najczęściej wymieniany czynnik wyboru, istotny aż dla 45,5% respondentów!* Podobne wyniki występowały w sektorze przedsiębiorstw. W ocenie w 5 punktowej skali ocen – lokalizacja placówki była ważna i bardzo ważna dla 77,5 proc. respondentów (odpowiednio 52,3 i 25,2 proc.)** .
Ostatni sondaż Rzeczpospolitej pokazał jak szybko mogą zmienić się preferencje klientów. Boleśnie przekonał się o tym ostatnio bank Pekao S.A., w którym w II kwartale tego roku liczba rachunków oczędnościowo-rozliczeniowych spadła aż o 15 proc! (iv) W przeciągu ostatnich dwóch lat liczba placówek w Polsce nie wzrosła znacząco, a nawet przeciwnie po raz pierwszy nieznacznie zmalała. Można zatem domniemywać, ze coraz większa liczba klientów zaczyna wykorzystywać zalety samoobsługowych, elektronicznych kanałów dystrybucji. Potwierdzają to także różne inne badania - Polacy coraz chętniej korzystają z kart płatniczych i wypłacają gotówkę z bankomatów. Okazuje się zatem, że placówka, chociaż dla wielu nadal ważna nie jest już głównym kryterium wyboru, a na pierwsze miejsce wysunął się argument finansowy. A właśnie cena utrzymania rachunku i jego oprocentowane jest i prawdopodobnie jeszcze przez długi czas pozostanie głównym argumentem przemawiającym za bankami wirtualnymi. Chociaż banki te od niedawna nie mogą pochwalić się najwyższym oprocentowaniem na rynku, to należy jednak podkreślić, że ich oferta nadal jest bardzo konkurencyjna zwłaszcza, że pieniądze są do dyspozycji klienta cały czas. Praktyczne wszystkie już duże, tradycyjne banki oprocentowanie RORów traktują z przymrużeniem oka i należałoby pomyśleć nad bardziej adekwatną nazwą, w której powinno zlikwidować się słowo „oszczędnościowy”. Na tym polu wirtualne banki wciąż przedstawiają ciekawą ofertę. Nie można też zapominać o rzeczy bardzo istotnej, a nagminnie pomijanej w przeróżnych rankingach i porównaniach. Chodzi oczywiście o poziom opłat i prowizji. Klient nie zwraca na to często uwagi, ale warto by policzył jakie musiałoby być średnie saldo rachunku, żeby uzyskane odsetki pokryły miesięczną opłatę za prowadzenie konta. W sumie wychodzi na to, że wiele osób ponosi w skali roku spore opłaty, które są swoistym haraczem za możliwość korzystania z placówek. Banki wirtualne świetnie przełamują te stereotypy, komunikując potencjalnym klientom, że owszem – nie mają placówek, ale równocześnie nie obciążają ich wysokimi kosztami utrzymana. To się opłaca – o czym świadczy popularność w Polsce wirtualnych kont. Posiadanie podstawowego Eurokonta w Pekao S.A. to wydatek rzędu 100 złotych rocznie, w wersji plus to już prawie 140 zł. Do tego dochodzą inne opłaty, minimalne kwoty systematycznych wpłat, symboliczne oprocentowanie zgromadzonych środków (0,10 proc). To przykład może zbyt drastyczny, ale okazuje się, że inne tradycyjne banki, poza nielicznymi wyjątkami, nie odbiegają zbytnio od tego schematu. Mimo rosnących obciążeń finansowych, placówki największych banków nadal są zatłoczone, a średni czas oczekiwania w kolejce może niektórym starszym osobom przypominać czasy niedoborów w PRLu, a młodszych doprowadzić do depresji. Mimo wszystko ustrój się zmienił, a czas to pieniądz - tym bardziej, że pracujemy dłużej, a tylko kilka banków zauważyło ten fakt wydłużając odpowiednio godziny swojej pracy. Rosnąca popularność nie tylko banków wirtualnych, ale także samej bankowości internetowej dowodzi, że coraz więcej Polaków woli większość czynności wykonać w zaciszu domowych pieleszy lub w przerwie podczas pracy.
W Polsce najczęściej występującym modelem bankowości internetowej jest model zintegrowany. Jak sama nazwa wskazuje przewiduje on integrację kanału internetowego z innymi kanałami sprzedaży. Bankowość internetowa w tym modelu nie istnieje samodzielnie, lecz jest jednym z elementów polityki dystrybucyjnej tradycyjnego banku i w założeniu uzupełnia się z innymi kanałami. Dobrze wykorzystana może dać bankowi istotną przewagę konkurencyjną. Wykorzystana źle, potrafi przynieść efekty odwrotne do zamierzonych. Idea integracji kanału internetowego z innymi kanałami jest dość prosta. Bank wybiera pewne produkty i usługi, które następnie udostępnia swoim dotychczasowym klientom za pośrednictwem Internetu. Im większy stopień skompilowania, tym trudniej wprowadzić go do sieci. Dlatego też najbardziej skomplikowane produkty (ale równocześnie najzyskowniejsze) sprzedawane są tradycyjnym kanałem - w placówce.
W rzeczywistości wprowadzenie w życie tej prostej wydawałoby się idei napotyka na szereg trudności. Główny problemem większości polskich banków udostępniających kanał internetowych ma naturę techniczną i wiąże się z trudnościami połączenia istniejącej infrastruktury informatycznej banku z serwisem internetowym. Większość ze starych systemów nie działa w trybie on-line, to znaczy, że nie odzwierciedlają na bieżąco stanu kont klientów. Poszczególne operacje zapisywane są na rachunku dopiero na przykład podczas nocnego przetwarzania. Dochodzimy zatem do problemu, o którym większość klientów nawet nie zdaje sobie sprawy. Spodziewają się oni, że transakcja dokonanej w jednym kanale, np. w oddziale, będzie natychmiast widoczna w bankomacie, za pomocą Internetu czy telefonu komórkowego. Taki system jak się okazuje oferuje tylko kilka tradycyjnych banków. Poza wygodą ogranicza on ryzyko nie tylko banku, ale i klienta. Wykonując dziennie kilka transakcji nie jesteśmy często w stanie stwierdzić jakie mamy saldo na rachunku, a sprawdzając je w banku, który podaje dane z na przykład poprzedniego dnia łatwo możemy wpaść w niedozwolony debet, co wiąże się już niestety z przykrymi, finansowymi konsekwencjami. Przy okazji coraz więcej osób spotyka się także z problemem wypłacenia pieniędzy, które fizycznie są już na koncie, ale jeszcze „nie wie” o tym bankomat. Liczy się zatem wygoda użytkowania, a wszystkie operacje powinny odbywać się jak to stwierdza się w materiałach reklamowych mBanku w sposób „atomowy”, to znaczy, że możemy przelewać pieniądze na rachunek do którego wydana jest karta płatnicza, stojąc w kolejce do kasy czy bankomatu. Poza tym dochodzi kwestia łatwego dostępu do centrum telefonicznego. Ideałem jest takie, które otwarte jest 24 godziny na dobę przez okrągły rok. Taką opcję oferuje zarówno mBank jak i Inteligo. Wszystkie trzy wirtualne banki mogą śmiało konkurować z największymi instytucjami, oferując o wiele lepszą jakość obsługi. Potwierdzeniem tego są przyznane im liczne nagrody i wyróżnienia.





Dodaj komentarz