Rok 2002 był dla polskich banków jednym z najcięższych w ich historii działania. Kilka z nich, w tym właściciel mBanku, poniosło spektakularne straty, kolejne nie osiągnęły planowanych wyników. Wydawało się też, że wraz z pęknięciem bańki dotcomów nadszedł ostateczny kres bankowości wirtualnej. To właśnie przez pryzmat internetowej rewolucji postrzegało się całą koncepcję bankowość prowadzonej w sieci.
Kłopoty w rodzinnym Berlinie zmusiły niemieckiego udziałowca – Bankgesellschaft Berlin Polska do wycofania się z kosztownego projektu. Mimo bardzo dużej bazy zdobytych klientów nikt na rynku nie był zainteresowany ofertą. Od końca marca 2002, niecały rok po uruchomieniu, rozwój konta Inteligo wszedł w fazę swoistej śpiączki, która trwa właściwie do dzisiaj. Rywalizacja pomiędzy dwoma dotychczasowym konkurentami wyraźnie osłabła, a BRE Bank ostatecznie zrezygnował z wprowadzenia mBanku na warszawską giełdę.
Zaczęły się oszczędności, co szybko zaowocowało brakiem nowych produktów czy usług. BGB intensywnie szukał chętnego na kupno Inteligo, BRE z kolei zajęło się rozwojem drugiego detalicznego projektu - MultiBanku.
W bankach wirtualnych było nad wyraz spokojnie, a nieustannie obniżane stopy procentowe i wprowadzanie pierwszych opłat stawiało pod znakiem zapytania konkurencyjność tych rachunków, tym bardziej że coraz częściej w porównaniach wygrywały banki z placówkami. Wydawało się, że nieubłaganie nadszedł koniec sukcesów wirtualnych banków. Rynek domagał się w tym trudnym okresie konkretnych wyników finansowych, a te nie mogą pojawić się z dnia na dzień.





Dodaj komentarz

