Rewolucyjną wręcz zmianę sytuacji spowodowało wprowadzenie na rynek wirtualnego mBanku. Zapowiedzi Sławomira Lachowskiego, odpowiedzialnego w BRE Banku za bankowość detaliczną, były odbierane z niedowierzaniem. Zaledwie 3,5 proc. badanych w tamtym okresie uważało, że bankowość elektroniczna może zapewnić im lepsze warunki finansowe. Uruchomienie mBanku było postrzegane na rynku jako krok nierozważny i pozbawiony przyszłości, czego najdobitniejszym przykładem są słowa prezes Banku Pekao S.A., która całą sytuację skwitowała stwierdzeniem, że rynek bankowości internetowej jest za płytki ze względu na ograniczoną skalę potencjalnych użytkowników w stosunku do koniecznych nakładów finansowych, które musi ponosić bank, a co za tym idzie znacznie odłożony w czasie potencjalny zysk.
Początkowe plany zdobycia ok. 300 mln depozytów do końca 2001 roku szybko (zapewne nie bez presji mediów) zamieniono na 1 mld. Równocześnie w zapowiedziach pojawiła liczba 150 tysięcy klientów. mBank chciał samodzielnie zdobyć w ciągu roku trzy razy więcej internetowych klientów niż wszystkie inne banki razem wzięte. Efekt przeszedł wszelkie oczekiwania. Jeśli w styczniu 2001 roku z internetowych rachunków korzystało ponad 88 tysięcy klientów to dokładnie rok później już prawie 570 tysięcy, a milion klientów korzystających z bankowości on-line został przekroczony w październiku 2002.




Dodaj komentarz

