Idea przyświecająca twórcom innego z elektronicznych rynków jest również niezbyt nowa — „pozbądźmy się pośrednika”. Twórcy brytyjskiej „giełdy pożyczek” Zopa zdecydowali, że miejsce banku jako podmiotu łączącego inwestujących i poszukujących finansowania z powodzeniem zająć może... internetowa aukcja. Nazwa „Zopa” oznacza „zone of possible agreement” (strefa możliwego porozumienia) — strefa ta to przestrzeń, którą wyznacza najniższa cena „do przyjęcia” przez sprzedającego i najwyższa cena jaką skłonny jest zapłacić kupujący.
Każdy kto chce aktywnie skorzystać z serwisu Zopa.co.uk musi się zarejestrować — sprawdzeniu podlega tożsamość nowego użytkownika i jego wiarygodność kredytowa. Dostawcą credit scoringu jest firma Equifax — niezależny podmiot specjalizujący się m.in. w badaniu historii i zdolności kredytowej klientów indywidualnych. Jeśli zamierzamy pożyczać pieniądze od innych, to nasza punktowa ocena wiarygodności kredytowej wyznacza „rynek”, na którym możemy starać się o pożyczkę. Zopa prowadzi dwa rynki: rynek A - dla osób, które uzyskały credit score powyżej 475 punktów oraz rynek B — dla osób mieszczących się w przedziale 400-475 punktów. Rynek A jest mniej ryzykowny dla udzielających pożyczek, dlatego też ceny na nim obowiązujące będą niższe. Niezależnie od naszej „kondycji kredytowej” możemy udzielać pożyczek na którymkolwiek z rynków. Jako pożyczkodawca ustalamy tylko kwotę, którą jesteśmy skłonni pożyczyć oraz oprocentowanie.
Najistotniejszym z punktu widzenia pożyczkobiorcy krokiem jest ustalenie kwoty i terminu poszukiwanej pożyczki oraz decyzja czy wykupić ubezpieczenie spłaty w razie bezrobocia lub choroby. Po ustaleniu parametrów użytkownik otrzymuje informację o cenie (oprocentowaniu) pożyczki, przy której możliwa jest natychmiastowa finalizacja transakcji. Jeśli pożyczkobiorca stwierdzi, że oprocentowanie go nie satysfakcjonuje może podać oczekiwaną cenę pożyczki — informacja ta „przepłynie” do pożyczkodawców i będzie brana pod uwagę podczas sugerowania im przez system ceny, której powinni żądać za wypożyczenie kapitału.
Pożyczanie nieznanym osobom pieniędzy, w dodatku za pośrednictwem internetu — to brzmi jak recepta na pewne straty. Ryzyko związane z udzielaniem pożyczek można jednak zminimalizować. Każda pożyczka udzielana w serwisie Zopa rozbijana jest na dziesięciofuntowe „mini-pożyczki”. Oznacza to, że przy minimalnej kwocie pożyczki ustalonej na poziomie 500 funtów, nasze pieniądze trafią do 50 pożyczkobiorców. Ryzyko transakcji rozkłada się zatem na wiele mniejszych części. Ustalając parametry pożyczki uzyskujemy także informację jakie jest prawdopodobieństwo „złych długów” na wybranym przez nas rynku i jakiej faktycznej stopy zwrotu możemy w związku z tym oczekiwać.
Pomysłodawcy brytyjskiej giełdy pożyczek (notabene są to osoby powiązane wcześniej z tradycyjnymi instytucjami finansowymi takimi jak np. bank internetowy Egg) kuszą klientów wizją „lepszych finansów”. Pożyczając pieniądze ludziom takim jak my nie tylko omijamy pośredników w postaci „tłustych bankierów”, ale również możemy liczyć na korzystniejsze warunki. Pożyczkobiorcy mogą się cieszyć niższą ceną pieniądza pochodzącego wprost od pożyczkodawców, a pożyczkodawcy, którzy są skłonni podjąć umiarkowane ryzyko, zdobywają jeszcze jeden sposób na pomnożenie swoich zasobów.
Co z tego mają właściciele „finansowego eBaya”? Odpowiedź jest prosta — pożyczkobiorcy płacą z góry prowizję w wysokości 1% pożyczanej kwoty. Czy tak niekonwencjonalne przedsięwzięcie ma szanse powodzenia? Na to pytanie trudno jeszcze odpowiedzieć — serwis wystartował w marcu 2005 r. Już od początku wzbudził duże zainteresowanie i dzięki temu mógł liczyć na darmową reklamę. Również w polskich mediach pojawiły się notatki, często utrzymane w entuzjastycznym tonie. Obietnica złamania monopolu banków jako pośredników finansowych brzmi bardzo medialnie, a jeśli dodamy do tego niezłomną wiarę twórców serwisu w dobroczynną moc internetu, to przypomnieć sobie można podniosły nastrój początków „internetowego boomu”.






Dodaj komentarz
